Jesteś tutaj: Język polski » Szkoła podstawowa » Lektury » Akademia pana Kleksa (J. Brzechwa) » Treść

Akademia pana Kleksa (J. Brzechwa) - Treść

Adaś Niezgódka, zanim trafił do Akademii pana Kleksa, był życiowym nieudacznikiem. Zawsze spóźniał się do szkoły, tłukł naczynia, marudził przy jedzeniu i oczywiście nigdy nie zdążył odrobić lekcji. Teraz Adaś ma 12 lat, od pół roku jest uczniem pana Kleksa i to właśnie on opowiada historię o tej najlepszej pod słońcem szkole.

„Ta oraz inne bajki”

Akademia mieści się na końcu ulicy Czekoladowej, zajmuje duży, trzypiętrowy gmach, zbudowany z kolorowych cegiełek. Na najwyższym piętrze pan Kleks przechowuje swoje sekrety. Nikt nie może tam wejść, ponieważ schody kończą się na drugim piętrze. Sam profesor dostaje się tam przez komin. Drugie piętro zamieszkuje pan Kleks wraz ze szpakiem Mateuszem. Sale szkolne mieszczą się na parterze, a sypialnie chłopców oraz jadalnia znajdują się na pierwszym piętrze. Wokół budynku Akademii rozciąga się olbrzymi park pełen zakamarków. To wszystko otoczone jest niezwykłym murem - od strony ulicy co prawda wygląda on zupełnie zwyczajnie, ale jego pozostałe trzy części mają cały szereg furtek. Furtki te prowadzą do sąsiednich bajek. Nikt właściwie nie wie, ile ich jest, ale na pewno z Akademii można wejść do każdej bajki, jaka tylko została wymyślona. Furtki mają tabliczki z nazwami poszczególnych bajek i są zamknięte na srebrne kłódki. Wszystkie klucze ma pan Kleks, trzyma je w specjalnej szkatule i tylko on wie, który klucz do którego zamka pasuje.

Uczniowie pana Kleksa często są posyłani po różne sprawunki. Adaś poszedł kiedyś po zapałki do bajki H. Ch. Andersena o dziewczynce z zapałkami. Innym razem odwiedził bajkę o śpiącej królewnie i został przez nią zaproszony na wspaniały podwieczorek. Zjadł wtedy niezliczoną ilość ciastek, lodów i owoców. Od tej królewny Adaś dowiedział się, że i pan Kleks ma własne bajki. Bardzo go to zaintrygowało i postanowił dowiedzieć się od Mateusza czegoś więcej na ten temat.

Należy jeszcze wspomnieć o istotnym elemencie wyglądu pana Kleksa - kolorowych piegach. Roztargnienie powoduje, że codziennie są one rozmieszczone inaczej. Pan Kleks bowiem zdejmuje je na noc, chowa w złotej tabakierce, a rano nakłada znowu, ale już na innych miejscach. Dostarczycielem piegów jest golarz Filip, który zdejmuje je klientom w czasie golenia, a następnie przynosi je panu Kleksowi. „Piegi znakomicie działają na rozum i chronią od kataru” - mawia profesor. Z tego powodu otrzymanie piega jest dla każdego ucznia wielkim wyróżnieniem. Jest to zarazem najwyższa nagroda, jaką można dostać w Akademii pana Kleksa.

Adaś jest w szkole zbyt krótko, jeszcze niewiele umie i nie dostał żadnego piega, ale kiedyś udało mu się pozbierać te zgubione przez pana Kleksa i nakarmił nimi Mateusza. Szpak z natury nie jest rozmowny, lecz zdarzają się dni, kiedy milknie zupełnie i z nikim nie chce rozmawiać. Wtedy Pan Kleks częstuje go piegami i wszystko wraca do normy. Piegi są bowiem ulubionym przysmakiem ptaka. Tak więc Adaś, nakarmiwszy Mateusza takimi smakołykami, zyskał w nim przyjaciela i usłyszał niezwykłą historię jego życia.

„Niezwykła opowieść Mateusza”

Mateusz właściwie nie jest szpakiem, lecz księciem. Urodził się jako jedyny syn i następca potężnego króla. Wychowywano go w wielkim luksusie i przyzwyczajano do wszelkich wygód. Młody książę od najmłodszych lat miał zamiłowanie do konnej jazdy i polowania. Posiadał własną stajnię, a w niej ponad sto dwadzieścia wierzchowców. W osobistej zbrojowni księcia zgromadzono strzelby specjalnie dostosowane do jego wzrostu.

Siedmioletni królewicz rozpoczął naukę u największych mędrców w państwie. Był zdolny, ale jego uwagę rozpraszały myśli o koniach i niczego nie mógł się nauczyć. Z tego powodu król, po konsultacji z lekarzami, zabronił mu dosiadać konia. Zakaz ten miał obowiązywać do dnia, w którym następca skończy czternaście lat. Z żalu chłopiec posmutniał. Nocami przez sen zdarzało mu się wykrzykiwać imiona swych ulubionych rumaków. Pewnej nocy obudziło go rżenie. Okazało się, że pod oknem stoi jego wierzchowiec, Ali Baba. Uradowany książę, zapomniawszy o zakazie ojca, wyskoczył przez okno, dosiadł konia i pomknął w kierunku lasu. Upojony jazdą przy pełni księżyca, nawet nie zauważył niepokoju Ali Baby. Niepokój ów był uzasadniony, ponieważ na leśnej drodze stał ogromny wilk. Kiedy próby odstraszenia go nie dały rezultatu - książę strzelił. Potem zsiadł z konia, aby obejrzeć ofiarę. Wtedy wilk resztkami sił wbił kły w nogę chłopca. Przestraszony książę prędko wrócił do pałacu, gdzie nikt nie zauważył jego nieobecności. Toteż gdy nazajutrz okazało się, że noga krwawi, nie wiedziano, co jest tego powodem.

Rana, choć mała, była bardzo groźna i żaden lekarz nie potrafił zatamować upływającej krwi. Na dwór przybywało wielu medyków liczących na nagrodę wyznaczoną przez króla. Ich leki były jednak bezskuteczne. A mały książę słabł coraz bardziej. Kiedy już stracono nadzieję na uratowanie następcy, niespodziewanie zjawił się chiński mędrzec. Doktor Paj-Chi-Wo swoim oddechem uleczył chłopca. Potem, w osobistej rozmowie z księciem, powiedział, że wie o okolicznościach powstania rany. Wie również, że zabity wilk był królem wilków i to w dodatku pierwszym królem, który zginął z ręki człowieka. Mędrzec ostrzegł księcia przed zemstą, której z całą pewnością można się było spodziewać, bo wilki zawsze mszczą się okrutnie. Aby ochronić chłopca na przyszłość, doktor ofiarował mu czapkę bogdychanów - własność ostatniego cesarza chińskiego. W razie niebezpieczeństwa, za jej pomocą, książę może zmienić się w co tylko zechce. Do ludzkiej postaci może powrócić, pociągając za guzik umieszczony na czapce. Po przygodzie w lesie książę stracił zainteresowanie jazdą konną. Uczył się i podróżował. Ale przez cały czas groźba zemsty wilków nie dawała mu spokoju.

Kilka lat później w państwie zaczęły dziać się straszne rzeczy. Wilki pustoszyły kraj. Porywały ludzi i zwierzęta. Broniono się, rozkładając truciznę i pułapki, lecz to wszystko nie wystarczało. Wilków było coraz więcej. W państwie zapanował głód, ludzie byli zrozpaczeni. Aż nadszedł dzień, w którym zaatakowana została stolica. Książę miał wtedy 14 lat i razem z innymi próbował bronić pałacu. Nie udało się, wszyscy zginęli. Chłopiec ocalał tylko dlatego, że został przywalony połamanymi sprzętami. Gdy się ocknął, natychmiast ubrał czapkę doktora Paj-Chi-Wo i zamienił się w ptaka. Był tylko jeden problem: przy czapce nie było guzika. Zresztą nie odnalazł się on dotychczas i dlatego książę wciąż jest szpakiem.

Książę widział zagładę swojego królestwa, ale nic na to nie mógł poradzić. Poleciał do swoich czterech sióstr, z których każda była królową. One jednak nie zrozumiały jego mowy i potraktowały go jak zwykłego szpaka. Potem zamknięto go w klatce i przekazywano sobie z rąk do rąk, aż w końcu, na targu w Salamance, kupił go cudzoziemski uczony: Ambroży Kleks.

„Osobliwości pana Kleksa”

Adaś tak bardzo przejął się historią Mateusza, że zaczął zbierać guziki. Miał z tego powodu wiele przykrości, ponieważ czasem odcinał je od cudzych ubrań. W ten sposób zgromadził pokaźną kolekcję, w której każdy guzik był inny. Niestety, w żadnym z nich Mateusz nie rozpoznał tego właściwego.

Zastanawiające, dlaczego pan Kleks dotychczas nie zajął się tą sprawą. Przecież on potrafi wszystko: „Może z całą dokładnością określić, co kto o której godzinie myślał, może usiąść na krześle, które powinno być, ale którego wcale nie ma, może unosić się w powietrzu, jak gdyby był balonem, może z małych przedmiotów robić duże i odwrotnie, umie z kolorowych szkiełek przyrządzić rozmaite potrawy, potrafi płomyk świecy zdjąć i przechować go w kieszonce od kamizelki przez kilka dni” .

Ta wszechwiedza pana Kleksa sprawia, że trzeba bardzo uważać na to, o czym się przy nim myśli. Pewnego razu Adaś wyobrażał sobie, jak bardzo stary jest pan Kleks, i ogromnie się zmieszał, gdy usłyszał: „Pomyślałeś sobie teraz, że mam pewno ze sto lat, prawda? A tymczasem jestem o dwadzieścia lat młodszy od ciebie”. Adaś zaczął się wtedy zastanawiać, jak to możliwe, by pan Kleks był od niego młodszy.

Sprawę wyjaśnił Mateusz. Otóż codziennie o północy pan Kleks zmniejsza się i traci włosy oraz brodę. Potem, kiedy jest już mały jak niemowlę, kładzie się do miniaturowego łóżeczka stojącego na parapecie okna. Następnego dnia, o świcie, za pomocą powiększającej pompki doprowadza się do normalnej wielkości, łyka kilka pigułek na porost włosów i w ten sposób odzyskuje zwykłą postać.

Zazwyczaj pan Kleks jest średniego wzrostu. Na głowie ma czuprynę mieniącą się wszystkimi barwami tęczy. Czarna broda i pomarańczowe wąsy ozdabiają twarz. Duży nos, w zależności od pory roku, jest przekrzywiony w lewo lub w prawo. Na nosie umieszczone są binokle przypominające mały rower. Oczy są bardzo ruchliwe i dzięki temu pan Kleks widzi różne rzeczy w bardzo odległych miejscach. Po prostu umie „wysyłać oko na oględziny”. W ten sposób może odszukać zaginione przedmioty, pomóc w naprawie zepsutego tramwaju albo sprawdzić, co jest na księżycu.

Profesor nosi szerokie spodnie, długi surdut koloru czekoladowego lub bordowego, żółtą kamizelkę, koszulę ze sztywnym wysokim kołnierzykiem oraz aksamitną kokardę. Osobliwością tego stroju są kieszenie. Jest ich bardzo dużo. Pan Kleks przechowuje tam przeróżne rzeczy, na przykład tabakierkę z zapasowymi piegami, pigułki na porost włosów, flaszkę z zielonym płynem, płomyki świec, kolorowe szkiełka i powiększającą pompkę. Kieszenie te są właściwie bez dna, można tam schować wszystko i nigdy nie są wypchane.

Mimo niezwykłych właściwości powiększająca pompka wygląda jak normalna oliwiarka, ale gdy przyłoży się ją do jakiegoś przedmiotu i naciśnie jej denko, to przedmiot ten zaczyna rosnąć. Pompka ma jeszcze jedną ważną cechę: powiększa tylko te rzeczy, które są naprawdę potrzebne. A więc z jej pomocą można rozmnożyć pieczeń na obiad, ale nie da się tego zrobić z deserem.

W Akademii nie można się obejść bez zielonego płynu. W czasie snu bowiem pan Kleks wszystko zapomina i dlatego każdego ranka musi pić ten płyn, aby odzyskać pamięć.

Profesor nigdy nie schodzi normalnie po schodach, tylko zjeżdża po poręczy. I nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie to, że pan Kleks potrafi również wyjeżdżać po poręczy w górę. Nabiera powietrza, staje się lekki jak piórko i już może się unosić. Uczniowie na wzór mistrza też próbują, ale jedynie Adasiowi się to udało i odbył niesamowitą podróż.

„Moja Wielka Przygoda”

Początkowo wznoszenie się w górę sprawiało chłopcu przyjemność, ale po chwili zorientował się, że nie potrafi sterować swoim lotem, i bardzo się przestraszył. Patrzył z góry na ludzi, którzy wychodzili go oglądać, i widział, że coraz bardziej oddala się od Ziemi. Zapadła noc i Adaś usnął. Obudził go mocny wstrząs. Okazało się, że upadł na obcą planetę.

Był to psi raj. Znajduje się on w połowie drogi do ludzkiego raju i trafiają tam psy w nagrodę za wierną służbę na ziemi. Wizyta Adasia nie była tam niczym niezwykłym, ponieważ niejeden człowiek w drodze do swego raju odwiedza psi raj. Przewodnikiem Adasia po tej krainie był jego ulubiony mops, Reks, który kilka miesięcy wcześniej wpadł pod tramwaj. Nie było kłopotu z porozumiewaniem się, ponieważ każdy, kto tam trafia, rozumie psią mowę, w dodatku Adaś, by poczuć się jeszcze bardziej swojsko, zaczął chodzić na czworakach i czuł się wyśmienicie.

Psi raj wygląda pięknie. Planeta zbudowana jest z niebieskiego szkła, psie domki są kolorowe i zadbane, przed każdym z nich leżą albo bawią się szczenięta. We wszystkich ogródkach rosną drzewa kiełbasiane. Z kranów, zamiast wody, płynie mleko o smaku lodów śmietankowych. Na ulicy Biszkoptowej leżą stosy biszkoptów maczanych w miodzie i każdy może zjeść ich dowolną ilość. Na głównym placu znajduje się czekoladowy pomnik doktora Dolittle. Pomnik jest codziennie zjadany i odbudowywany na nowo. I właśnie w ten sposób mierzy się tam czas. Nie można tego robić tak jak na ziemi, bo w psim raju słońce świeci od dołu i nigdy nie zachodzi. Jeden dzień to czas zjedzenia i odbudowania się pomnika. Tydzień określa się tam nazwą siedmiu pomników. Trzydzieści pomników stanowi miesiąc.

Razem z Reksem Adaś zobaczył jeszcze wiele ciekawych miejsc: psi cyrk, psie kino, ulicę Baniek Mydlanych, Zaułek Dowcipny, Teatr Trzech Pudli, hodowlę kiszek kaszanych i pasztetowych. Wśród tych osobliwości najbardziej niezwykły widok przedstawiała ulica Dręczycieli. Po obu jej stronach, na kamiennych postumentach, stoją chłopcy w różnym wieku. Każdy z nich kolejno wyznaje psim głosem swoje winy i krzywdy, jakie wyrządził zwierzętom. Chłopcy dostają się do psiego raju w czasie snu i rano myślą, że wszystko im się przyśniło, ale i tak, po jednorazowym pobycie na ulicy Dręczycieli, żaden z nich już nie znęca się nad czworonogami.

Po dwunastu dniach pobytu w tej krainie Adaś zaczął się nudzić, miał dość słodyczy i serdelków. Zatęsknił za Akademią pana Kleksa, za zwykłym ziemskim jedzeniem: krupnikiem (którego wcześniej nie znosił) i chlebem. Z przerażeniem myślał, co się stanie, jeżeli nie będzie mógł wrócić na Ziemię. Ale i tym razem przyszedł mu z pomocą pan Kleks, który wysłał Mateusza z listem. Było tam napisane, w jaki sposób oddychać, by móc kierować swoim lotem.

Adaś serdecznie podziękował psom za gościnę i szczęśliwie wrócił na ziemię. Jednocześnie obiecał profesorowi, że już nigdy nie będzie latał.

„Nauka w Akademii”

Pan Kleks do swojej Akademii przyjmuje tylko chłopców, których imiona zaczynają się na literę A. Sam ma na imię Ambroży i uważa, że uczenie się innych imion to zaśmiecanie sobie pamięci. Obecnie w Akademii jest dwudziestu czterech chłopców.

Ich dzień rozpoczyna się o piątej rano. Wtedy Mateusz uruchamia otwory w suficie i na nosy chłopców kapie zimna woda. Wstają chętnie i szybko, ponieważ są ciekawi, czego tym razem będzie uczył ich pan Kleks. Sypialnia chłopców jest wyjątkowo obszerna. Każdy ma swój prysznic. Mycie jest tym przyjemniejsze, że z pryszniców tryska woda sodowa z sokiem, a przy tym na każdy dzień tygodnia przypada inny rodzaj soku. Szkolne mundurki chłopców składają się z granatowych koszul, białych spodni i białych trzewików. Ci, którzy nie przykładają się do lekcji lub coś zbroją, za karę noszą żółty krawat w zielone grochy.

O wpół do szóstej chłopcy schodzą do jadalni na śniadanie. Każdy z nich ma swoje stałe miejsce przy dużym, okrągłym stole. Podczas śniadania i kolacji pan Kleks jest nieobecny, w czasie obiadu natomiast unosi się nad stołem i polewa potrawy rozmaitymi sosami. Każdy sos ma inną właściwość, na przykład biały wzmacnia zęby, żółty reguluje oddech, szary oczyszcza krew, a zielony usuwa łupież. W czasie wszystkich posiłków Mateusz siedzi na brzegu wazonu i czuwa nad tym, by chłopcy wszystko zjedli.

Punktualnie o szóstej w gabinecie pana Kleksa odbywa się poranny apel. Wszyscy chłopcy przynoszą wtedy senne lusterka i oddają je profesorowi. W ciągu nocy lusterka te stoją obok łóżek i odbijają się w nich sny chłopców. Rano pan Kleks za pomocą sennego kwasu zbiera z nich wszystkie przyśnione historie. Złe, niedokończone lub głupie sny są wyrzucane, a pozostałe zostają wysuszone na proszek, z którego potem robione są pigułki. Wieczorem, przed pójściem do łóżek, uczniowie zażywają te pigułki, aby ich sny stawały się coraz piękniejsze. Najbardziej niezwykłe sny pan Kleks zapisuje w specjalnym senniku Akademii.

Lekcje rozpoczynają się o siódmej rano. Chłopcy uczą się bardzo chętnie, bo profesor zawsze potrafi wymyślić coś ciekawego, aby urozmaicić naukę. W czasie lekcji kleksografii uczniowie robią na kartce kleksy, potem składają kartkę i rozgniatają atrament. W ten sposób kleksy przybierają kształty postaci, zwierząt, figur, powstają nawet całe obrazki, do których pan Kleks dopisuje odpowiednie historyjki. W Akademii można także nauczyć się przędzenia liter. Litery drukowane w książkach splecione są w najrozmaitszy sposób - dlatego właśnie mogą coś znaczyć. Ale pan Kleks wymyślił, że można je rozprostować w jedną nitkę i nawinąć na szpulkę. Potem, czytając, nie męczy się oczu, ale przesuwa nitkę między palcami.

Wielką sztuką profesora jest umiejętność leczenia chorych sprzętów. Dla nich właśnie, na drugim piętrze Akademii, zrobiono specjalny szpital. W takim leczeniu mniej ważne są medykamenty, a bardziej liczy się umiejętność rozmowy z chorymi. Pan Kleks zna nie tylko leki, ale także umie pocieszyć tych dziwnych pacjentów. Sprzęty bardzo kochają swego dobroczyńcę i potrafią okazać mu swą wdzięczność.

W tej niezwykłej szkole oryginalnie odbywa się także nauka geografii. Chłopcy wychodzą na boisko i rozgrywają mecz. Kopią dużą piłkę-globus, wykrzykując jednocześnie poszczególne nazwy miejsc. Jest to niezwykle skuteczny sposób uczenia się.

„Kuchnia pana Kleksa”

Wszystkie prace domowe w Akademii chłopcy wykonują sami. Każdy z nich pełni jakąś określoną funkcję, na przykład podaje do stołu albo otwiera i zamyka bramę, albo zajmuje się garderobą i bielizną, albo uprząta boisko, albo wydziela soki do mycia i sosy do obiadu itd. Pan Kleks natomiast niepodzielnie króluje w kuchni. Do pewnego czasu uczniowie nie mieli tam nawet wstępu, ale niedawno Adaś został wyznaczony na pomocnika.

W kuchni znajduje się wiele puszek wypełnionych kolorowymi szkiełkami albo jadalną farbą. Z tych właśnie elementów pan Kleks przygotowuje różne dania. Jest tam też mnóstwo różnych pędzelków do malowania potraw. Jest także słój wypełniony płomykami świec. Gdy trzeba coś ugotować, profesor bierze taki płomyk, dorzuca do potrawy i jedzenie już gotowe.

Potrawy pana Kleksa smakują wyśmienicie. On sam jednak wcale ich nie jada. Jego stałym pożywieniem są pigułki na porost włosów. Od czasu do czasu przyrządza sobie jakieś specyficzne danie, na przykład motyle albo nasturcje w kolorowych farbach. Profesor uważa, iż w posiłkach mniej liczy się smak, a bardziej ich wygląd.

Asystując w kuchni, Adaś dowiedział się wielu interesujących rzeczy. Okazało się, iż pan Kleks jest uczniem doktora Paj-Chi-Wo i od niego nauczył się przyrządzać jadalne farby, które stanowią esencję różnych smaków. Chiński mędrzec przekazał mu również wiedzę o ukrytym znaczeniu ludzkich imion. Z tego powodu pan Kleks przyjmuje do Akademii chłopców o imionach zaczynających się na literę A. Ludzie, którzy noszą takie imiona, są zdolni i pracowici. Tylko swego szpaka nazwał Mateuszem, bo imię to oznacza wszelkie pomyślności. Od doktora Paj-Chi-Wo profesor nauczył się wszystkiego, co teraz umie.

Park wokół Akademii jest ogromny i tajemniczy, są tam takie zakątki, do których jeszcze nikt nie dotarł. Kiedyś pan Kleks zaproponował uczniom zabawę w szukanie skarbów. Adaś z Arturem udali się w najbardziej dziką stronę parku. Z trudem przedzierali się przez chaszcze, aż w końcu znaleźli drzewo z dużą dziuplą. Zaintrygowani weszli do środka. Długo szli w dół krętymi schodami, potem weszli w poplątane korytarze, aż w końcu dotarli do oświetlonej sali. Znajdowały się tam trzy skrzynie. W pierwszej była Królewna Żabka, która poprosiła, by zostawili ją w spokoju, a w zamian za to będą mogli wziąć sobie skarby z pozostałych skrzyń. Jakież było ich rozczarowanie kiedy okazało się, że skarby, o których mówiła Królewna Żabka, to tylko złoty kluczyk i gwizdek.

Wieczorem wszyscy poszukiwacze skarbów spotkali się i pokazywali swoje zdobycze. Stało się wtedy jasne, że gwizdek i kluczyk są cenniejsze niż drogie kamienie, złoto, pieniądze. Ich wyjątkowość polega na tym, iż kluczyk pasuje do każdego zamka, a gwizdek umożliwia przenoszenie się w każde miejsce zgodnie z życzeniem. Według pana Kleksa Adaś i Artur spisali się najlepiej ze wszystkich, dlatego zostali wyróżnieni kolorowymi piegami.

„Fabryka dziur i dziurek”

Pewnego popołudnia pan Kleks zabrał swoich uczniów do fabryki dziur i dziurek. Znajduje się ona na drugim końcu miasta i trzeba tam jechać tramwajem. Chłopcy wsiedli do pojazdu i wtedy okazało się, że jest on za mały. Żeby wszyscy mogli jechać wygodnie, pan Kleks wydłużył go za pomocą powiększającej pompki. Początkowo droga wiodła przez miasto, potem, po przejechaniu samogrającego mostu, uczniowie dotarli do malowniczego miasteczka. Mieszkali tam robotnicy z fabryki. Od końcowego przystanku tramwajowego do hal produkcyjnych prowadziły ruchome chodniki.

Pana Kleksa i jego uczniów powitał inżynier Kopeć. Był chudy i wysoki. Przez cały czas skubał swą długą brodę, a ręce i nogi zaplatał tak, że wyglądały jak warkoczyki. Inżynier przyznał się, że aby nie wyjść z wprawy w tym zawijaniu kończyn, od czasu do czasu pracuje w cyrku jako linoskoczek.

Fabryka składa się z dwunastu dużych budynków o przezroczystych murach i oszklonych dachach. Każda z hal ma swoje przeznaczenie. W jednej wyrabia się mniejsze dziurki: do nosa, uszu, a także dziurki od kluczy. W drugiej wyrabiane są dziury na łokciach, w trzeciej - dziury w moście itd. W największej i najwyższej hali produkuje się dziury w niebie. Gotowy towar za pomocą wagoników odsyła się z hal produkcyjnych do kontroli. Dziurki źle wypolerowane, uszkodzone, wygięte odrzuca się do kotłów i ponownie przetapia. Najlepszy towar trafia do ostatniej hali, w której mieści się pakownia. Tam waży się je i umieszcza w specjalnych skrzynkach.

Urządzenie fabryki zachwyciło chłopców, niczego podobnego wcześniej nie widzieli i wszystko im się podobało. Na koniec dostali od dyrektora dwie skrzynki dziurek do obwarzanków. Fabrykę opuścili dopiero o zmroku. Inżynier odprowadził ich na przystanek, pożegnał się z nimi serdecznie, a na koniec porozmawiał z panem Kleksem po chińsku. Jedyne, co dało się zrozumieć w tym obcym języku, to nazwisko doktora Paj-Chi-Wo.

Zmęczeni wycieczką uczniowie późnym wieczorem dotarli do Akademii. A tam czekała ich przykra niespodzianka: nalot much. Owadów było tak dużo, że zrobiło się ciemno, bo zasłoniły światła lamp. Nie pomagało odpędzanie ich rękami i chusteczkami. Muchy atakowały zaciekle i wciąż ich przybywało. Do walki z intruzami pan Kleks sprowadził pająka krzyżaka. Powiększył go i powiesił na suficie. Ale i to na nic się nie zdało, bo pająk, nasyciwszy się muchami ze swej ogromnej pajęczyny, zaczął się zmniejszać, a z nim i jego sieć. Muchy zemściły się na nim za śmierć swoich towarzyszek i rozszarpały go.

Kiedy sprawa przybrała taki obrót, pan Kleks wymyślił nową muchołapkę. Rozmieszał wodę z mydłem, dodał do niej kleju i zaczął puszczać bańki. Metoda okazała się bardzo skuteczna. Przyklejone do baniek muchy zmieciono na stosy i wywieziono trzema ciężarówkami przysłanymi przez Zakład Oczyszczania Miasta.

Tego wieczoru pan Kleks miał bardzo nieprzyjemną rozmowę z golarzem Filipem. Stał się przez to smutny i zamyślony, aż w końcu kazał wstawić do sypialni chłopców dwa dodatkowe łóżka i powiedział, że w najbliższych dniach mogą się spodziewać nowych uczniów.

„Osuszenie stawu”

Od czasu kłótni z Filipem pan Kleks stracił humor, przygarbił się, chodził zamyślony, przez roztargnienie malował potrawy na zupełnie nieodpowiednie kolory. Doszło do tego, że jego ogromne kieszenie zaczęły się zrastać i coraz trudniej było tam coś znaleźć. Profesor wszystkie swoje kłopoty utrzymywał w tajemnicy, jedynie Adaś trochę o nich wiedział. Najdziwniejsze było to, że człowiek tak mądry jak pan Kleks nie potrafił poradzić sobie z Filipem.

Pewnej niedzieli Profesor musiał zabrać całą wodę ze stawu, aby ugasić płomyki świec, które nagle zaczęły go parzyć w kieszeniach. Osuszenie stawu było fatalne dla zwierząt tam mieszkających. Adaś jako pierwszy zauważył, co się stało. Zobaczył pochód raków i żab, które pod przewodnictwem Królewny Żabki odchodziły w poszukiwaniu innej wody. Na wysuszonym dnie zostały tylko ryby. Żabka prosiła Adasia o ofiarowany mu kiedyś cudowny złoty kluczyk. W zamian dała mu maleńką żabkę Podajłapkę. Szukając pomocy, Adaś pobiegł po pana Kleksa i znalazł go w szpitalu chorych sprzętów, małego jak Tomcio Paluch i wiszącego na zegarze. Zobaczywszy chłopca, Profesor zirytował się, ale po chwili był już spokojny i wrócił do normalnego wyglądu. Zmartwiły go skutki osuszenia stawu i zaczął organizować pomoc dla ryb, które w efekcie zostały przeniesione do „Bajki o Rybaku i Rybaczce” i wpuszczone do wody.

Tego dnia miały miejsce dwa ważne zdarzenia: z Księżyca powróciło oko pana Kleksa oraz wszyscy koledzy dowiedzieli się o śnie Adasia.

„Sen o siedmiu szklankach”

Adasiowi śniło się, że pan Kleks zabrał ich na wycieczkę do Chin. Środkiem lokomocji był dziwny pociąg składający się z szeregu pudełek po zapałkach, który zamiast lokomotywy miał czajnik. Gdy usadowili się już w pojeździe, nagle nadciągnęła chmura, zerwał się wiatr i rozpętała burza. Wtedy Adaś wziął z kuchni siedem szklanek, przystawił do dachu drabinę, wyszedł na górę i zaczął zbierać z chmury deszcz, śnieg, grad, grzmoty, błyskawice i wiatr. Każdy z tych żywiołów wkładał do osobnej szklanki, ale jedna została pusta. W czasie kiedy Adaś zbierał chmury, wszyscy chłopcy pozamieniali się w widelce. Został jedynie pan Kleks, który zaczął tracić zmysły z gorąca. Okazało się, że nie tak łatwo żyć bez chmur w gorących pro mieniach słońca. Wtedy Adaś po kolei wylewał na niego ze szklanek deszcz i śnieg. Wyrzucony śnieg pokrył cały park i, aby go zdmuchnąć, Adaś wypuścił ze szklanki wiatr. I wtedy dopiero zrobiło się naprawdę zimno. Chłopiec wylał wrzątek z czajnika i ociepliło się. Pod wpływem ciepła głowa profesora zakwitła. Przyleciały zwabione kwiatami osy i użądliły go. Adaś próbował mu pomóc, nacierając go gradem. W pewnej chwili pan Kleks zdjął głowę z karku i rzucił ją tak mocno, że potoczyła się w pokrzywy. By ją odnaleźć, Adaś oświetlił krzaki błyskawicą. Po odzyskaniu głowy profesor zjadł grzmot i pękł, a właściwie rozpadł się na mnóstwo małych Kleksików. Adaś wziął jednego z nich do siódmej szklanki i schował w kuchni. Musiał jej bronić przed widelcami, które chciały dostać się do małego pana Kleksa.

„Anatol i Alojzy”

Już wszyscy chłopcy zauważyli, że w Akademii dzieje się coś niedobrego. Pan Kleks posmutniał, stał się małomówny, zmniejszał się i nie miał już tylu wspaniałych pomysłów.

Pewnej deszczowej nocy stało się to, czego Profesor tak bardzo się obawiał: Filip przyprowadził dwóch chłopców. Było już po północy i wszyscy spali, kiedy zaczęto dobijać się do bramy wejściowej. Adaś z kolegą otworzyli drzwi i wpuścili golarza i jego synów - Anatola i Alojzego. Nigdzie nie można było znaleźć pana Kleksa, a drzwi sypialni były zamknięte na klucz. Wtedy Adaś sam zaczął robić gościom kolację i, ku swemu przerażeniu, znalazł profesora śpiącego w szklance. Pan Kleks, zdenerwowany zaistniałą sytuacją, szybko wrócił do normalnej postaci, ale nie chciał zobaczyć się z przybyszami.

Rano okazało się, że starszy brat, Anatol, jest normalnym chłopcem, ale młodszy to lalka, z wyglądu przypominająca człowieka. Filip żądał, aby profesor nauczył kukłę czuć, myśleć i mówić. Akademia przeznaczona była dla zwykłych chłopców, ale pan Kleks nie chciał wyrzucać potajemnie przemyconego Alojzego i musiał zaakceptować jego obecność.

W ciągu kilku dni Alojzy nauczył się samodzielnie chodzić, mówić, jeść, myć i ubierać się. W końcu stał się tak podobny do chłopców, że nikt nie rozpoznałby w nim lalki. Szybko stało się też jasne, że pomimo niezwykłej inteligencji Alojzy jest chłopcem niedobrym i złośliwym.

„Historia o księżycowych ludziach”

Nadszedł w końcu uroczysty dzień, w którym pan Kleks miał opowiedzieć, co jego oko widziało na księżycu. Z tej okazji do Akademii zaproszono postaci z wszystkich bajek, jakie tylko zostały wymyślone. Aby przygotować się na przyjęcie gości, dzień wcześniej chłopcy robili wielkie porządki: myli, odkurzali, wietrzyli. Jedynie Alojzy przez cały czas niszczył pracę innych: rozlał atrament na wyczyszczoną podłogę, porozcinał poduszki, rozsypał sadzę w sypialni. Chłopcy poskarżyli się panu Kleksowi, ale dowiedzieli się tylko, że profesor jest bezsilny, ponieważ wszystko, co robi Alojzy, zależy od jego mechanizmu, a mechanizm ten zna wyłącznie Filip. Na koniec zalecił im cierpliwość i wyrozumiałość.

W dniu przybycia gości Alojzy gdzieś zniknął, ale nikt o to nie dbał, bo zamieszanie było ogromne. Pan Kleks witał gości przy wejściu, a wszyscy, nawet najwspanialsi królowie, okazywali profesorowi szacunek, uważając zaproszenie za zaszczyt. Uczniowie mieli za zadanie zajmować się gośćmi i częstować ich wykwintnym jedzeniem przygotowanym przez pana Kleksa.

Gdy wszystkie miejsca zostały zajęte, pan Kleks rozpoczął swoją opowieść. Powierzchnia księżyca pokryta jest górami z miedzi, srebra i żelaza. Góry poprzecinane są długimi korytarzami, w których znajduje się niezliczona ilość drzwi, prowadzących do leżących wzdłuż korytarzy pieczar. Tam mieszkają księżycowi ludzie, którzy nazywają się Lunnami. Na powierzchni księżyca panuje nieustajcy mróz, dlatego Lunnowie nigdy nie opuszczają wnętrza gór. Snują się po korytarzach, wędrują z piętra na piętro, drążą dalsze korytarze, ale nigdy nie wychodzą. Lunnowie nie mają ani ciała, ani kości. Utworzeni są z mglistej substancji podobnej do obłoków i mogą przybierać rozmaite kształty. Wszyscy mają szklane naczynia, w których spędzają wolny czas. Każde z tych naczyń posiada inny kształt i dlatego Lunnowie mogą się nawzajem odróżniać. Światła nie posiadają, bo w razie potrzeby sami promieniują. Żywią się zielonymi kulkami z miedzi. Ich mowa brzmi jak uderzenia srebrnych dzwoneczków. Na Wielkiej Srebrnej Górze mieszka władca Lunnów, potężny i groźny Niesfor. Tylko on osiągnął taką doskonałość, że utracił przezroczystość i ukształtował swoje ciało na podobieństwo ciała ludzkiego. Ma ręce i nogi, brak mu jeszcze twarzy, dlatego jego głowa ma formę gładkiej kuli.

Opowiadanie o Niesforze zostało przerwane wtargnięciem Alojzego. Był rozgniewany, że wszystko odbywa się bez niego. On sam po przedniego dnia usnął w parku i dopiero teraz się obudził. Potłukł szyby, zniszczył potrawy pana Kleksa i wypędził wszystkich gości.

Mimo że Alojzy odgrażał się, iż zniszczy całą Akademię, profesor nie ukarał go i zupełnie zignorował jego wybryki.

„Sekrety pana Kleksa”

Uczniowie zrozumieli, że koniec Akademii jest już bliski. Pan Kleks z każdym dniem stawał się coraz mniejszy. Zapominał łykać tabletki na porost włosów i prawie zupełnie wyłysiał. Wprawiało go to w stan zdenerwowania i zamyślał się w najmniej odpowiednich chwilach.

Im bardziej profesor malał, tym bardziej zuchwały stawał się Alojzy. Nie przychodził na wykłady, na sennych lusterkach malował karykatury pana Kleksa, bez pozwolenia wchodził do kuchni, wszystkim kolegom nieustannie dokuczał. Chłopcy nienawidzili go, ale profesor pozwalał mu na wszystko i wyglądało to tak, jakby się go bał.

W miarę jak malał profesor, zmniejszała się również cała Akademia, skurczyły się meble, park, który wcześniej był tak rozległy, przerzedził się, a z potężnych dębów zrobiły się małe drzewka. Wszystko to działo się stopniowo, ale już po miesiącu zmiany były widoczne.

W Wigilię pan Kleks zebrał swoich uczniów i powiedział im, że bajka o Akademii zbliża się do końca. Po kolacji wigilijnej, którą profesor jadł wspólnie z nimi, zostały rozdane prezenty. Alojzego nie było wśród chłopców. Wbrew wszelkim zakazom dostał się on do sekretów pana Kleksa i wyniósł stamtąd szkatułkę z porcelanowymi tabliczkami. Na tych tabliczkach po chińsku zapisana była cała mądrość doktora Paj-Chi-Wo. Alojzy nie zdążył nic odczytać, ale porozbijał wszystko. Wtedy profesor tak się zdenerwował, że znowu stał się duży, rozłożył Alojzego na części. Kiedy już lalka była w walizce, wszedł Filip. Oskarżył pana Kleksa o zniszczenie wspaniałego wynalazku. Z wściekłości golarz pozbierał z choinki płomyki świec i po chwili stało się zupełnie ciemno.

Adaś pamięta jeszcze widok kolegów wychodzących w świetle księżyca przez bramę Akademii.

„Pożegnanie”

Potem wszystko zaczęło się zmniejszać w oczach. Adaś wyraźnie widział maleńką Akademię, miniaturowego pana Kleksa. Nawet niebo się obniżyło, a księżyc wisiał tak nisko jak lampa. Potem chłopiec usnął.

Kiedy się obudził, znajdował się w pokoju oświetlonym kulistą lampą. Gmach Akademii zamienił się w klatkę, w której siedział Mateusz. Tam, gdzie powinien być park, leżał dywan haftowany w drzewa, krzaki i kwiaty. Tam, gdzie był mur, stała biblioteka, a furtki w murze zamieniły się w grzbiety książek.

Na podłodze stał pan Kleks. Adaś wziął go na ręce i usłyszał słowa pożegnania. Potem pan Kleks zmniejszał się, aż w końcu stał się różowym guzikiem. Mateusz jakby na to czekał. Porwał guzik i przemienił się w człowieka. Stał się czterdziestoletnim panem i powiedział Adasiowi, że nie jest żadnym księciem, tylko autorem bajki o Akademii pana Kleksa.

Lista działów - Język polski

Lista działów - Język polski

Ten portal korzysta z plików cookies w celu umożliwienia pełnego korzystania z funkcjonalności serwisu, dopasowania reklam oraz zbierania anonimowych statystyk. Obsługę cookies możesz wyłączyć w ustawieniach Twojej przeglądarki internetowej. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z ustawieniami przeglądarki.

Zamknij