Inny świat (G. Herling-Grudziński) - Problematyka

Problemy społeczno-egzystencjalne. Świat radzieckich łagrów

Warunki życia w łagrze

Przymusowe obozy pracy stanowiły rozbudowany system obejmujący praktycznie cały teren Związku Radzieckiego. W dyskusjach, jakie Grudziński prowadził z więźniami, liczbę osadzonych w obozach i więzieniach na terenie całego państwa szacowano w granicach od 16 do 25 milionów. „Pionierski”, jak pisze narrator, okres sowieckich łagrów przypadał na lata 1937-40, a więc na czasy Wielkiej Czystki. Obóz kargopolski w Jercewie, gdzie przebywał Grudziński, założony został, według relacji więźniów, w 1936 roku, w pobliżu stacji w lesie. Ciężkie warunki życia, temperatura spadająca do minus 40 stopni Celsjusza, prowizoryczne baraki oraz ograniczenia racji żywnościowych stały się przyczyną wysokiej śmiertelności więźniów. W roku 1940 Jercewo posiadało już własną bazę żywnościową, tartak, bocznicę kolejową oraz miasteczko dla obozowej administracji. Obóz stanowił „centrum kargopolskiego ośrodka przemysłu drzewnego”. Na terenie obozu mieścił się szpital, „trupiarnia”, biblioteka, tranzytowy barak zwany „pieriesylnym” oraz dom widzeń, gdzie za specjalnym pozwoleniem więzień, raz na jakiś czas, mógł spotkać się z kimś bliskim. Warunki życia były bardzo ciężkie. Więźniowie mieszkali stłoczeni w barakach, gdzie spali na zawszonych pryczach, byli zagłodzeni, wychudzeni, a ich ubranie nie chroniło przed mrozem.

Więźniowie

Społeczność więźniów, do której należeli ludzie różnych narodowości, nie była jednolita. Najstarszą grupę stanowili uwięzieni w 1937 roku, a najmłodszą - małoletni przestępcy tzw. „biezprizorni”. Oprócz nich w łagrze przebywali pospolici przestępcy „bytownicy” i najgroźniejsi, najsilniejsi w hierarchii więźniów, recydywiści „urkowie”. „Urka - jak pisze Grudziński - jest w obozie instytucją, najwyższym funkcjonariuszem po dowódcy warty”. Dużą część osadzonych w sowieckich łagrach stanowili „biełoruczki” - więźniowie polityczni, oskarżeni o działalność na szkodę państwa radzieckiego, aresztowani najczęściej z bardzo błahych powodów. Silną pozycję w obozie zajmowali „stachanowcy”, więźniowie których wydajność w pracy przekraczała 125% normy. Z racji swojej przydatności do wykonywania ciężkich robót, mieli najwyższe racje żywnościowe. Najniżej w hierarchii więźniów znajdowali się chorzy, słabi, niezdolni do pracy, mieszkańcy trupiarni: „słabosilka” (miał jeszcze szansę powrotu do pracy) i „aktirowka” (skazany na powolne umieranie, pozbawiony dodatku żywnościowego).

Praca

W Jercewie większość więźniów pracowała w brygadach „leserobudów”, zatrudnionych przy wyrębie lasu; nieliczni pełnili funkcje tragarzy w bazie żywnościowej, Grudzińskiemu udało się zdobyć pracę tragarza. Dzienna norma wynosiła czasami 20 godzin na dobę, ale tragarze pracowali blisko zony i mieli większe możliwości, aby ukraść coś do jedzenia. Praca w lesie odbywała się w bardzo ciężkich warunkach. Więźniowi budzeni byli o wpół do szóstej rano. Po skromnym śniadaniu, którego wielkość zależała od przydatności więźnia do pracy, o godzinie siódmej brygada wyruszała do lasu. Droga do pracy była długa i męcząca (...) ale w porównaniu z samą pracą stanowiła jeszcze pewne urozmaicenie”. Więźniowie pracowali cały dzień przy wyrębie i cięciu drzewa, większość z nich (poza „stachanowcami”) nie dostawała żadnego posiłku. Mróz, ogromny wysiłek, głód i wycieńczenie sprawiały, że maksymalny okres zdolności więźnia do pracy trwał dwa lata. Po tym czasie większość trafiała do „trupiarni”. Czas pracy wynosił teoretycznie dziesięć, jedenaście godzin na dobę, ale praktycznie obejmował niekiedy dwadzieścia godzin. W tej sytuacji przydział do pracy w bazie żywnościowej traktowany był jako rodzaj awansu. Przed ukończeniem pracy w lesie więźniowie odnosili do szopy narzędzia i po krótkim odpoczynku, obolali, wyczerpani i zmarznięci powracali do obozu. Przed bramą rewidowano ich, wieczorem dostawali posiłek. Tak wyglądał każdy dzień (...) tygodniami, miesiącami, latami - bez radości, bez nadziei, bez życia”.

W obozach sowieckich przymusowa praca była jedną z form torturowania więźniów i odczłowieczania ich. Pod hasłami budowania gospodarki socjalistycznej państwo radzieckie używało ludzi jako narzędzi pracy. Z przyczyn ekonomicznych i politycznych więźniowie eksploatowani byli w stopniu maksymalnym. Nadludzka praca wyniszczała ich organizmy i uniemożliwiała myślenie o buncie czy wolności.

Głód

Najbardziej dotkliwym aspektem życia obozowego był głód i to zarówno ten wynikający z braku pożywienia jak i głód seksualny.

Z obserwacji poczynionych przez Grudzińskiego wynika, że głód spowodowany brakiem pożywienia trudniej znosiły kobiety niż mężczyźni (...) głód najczęściej łamał kobiety, kiedy zaś raz złamał nie było już zapory na równi pochyłej, po której staczały się na samo dno upodlenia seksualnego”. Autor Innego świata wnikliwie opisuje fizjologię głodu oraz odczucia z nim związane. Pozbawiony pożywienia człowiek zaczyna obsesyjnie myśleć o trawiącym go uczuciu. Ciało staje się wyschnięte i słabe, z trudem wykonuje jakiekolwiek ruchy. Aby zaspokoić głód, człowiek jest w stanie zrobić wszystko, wyrzec się całej ludzkiej godności i wyższych uczuć. „Jaka jest granica jego działania, poza którą chyląca się do upadku godność ludzka odzyskuje na nowo swą zachwianą równowagę?” - pyta Grudziński - i odpowiada - „Nie ma żadnej”. Kiedy w 1941 roku zapanował w Jercewie wielki głód, więźniowie coraz szybciej tracili siły, zapadali na choroby i mdleli z wyczerpania. Dręczące uczucie nie opuszczało więźniów nawet w nocy, kiedy powracało w obsesyjnych snach. Dokładna analiza poszczególnych etapów głodu przedstawiona została w rozdziale, w którym Grudziński opisuje swoją protestacyjną głodówkę. Głód początkowo przejmujący, przechodzi z czasem w stan obojętności, podobny do znieczulenia całego ciała. Człowiek obsesyjnie zaczyna myśleć o jedzeniu, umysł ogarnia lęk przed śmiercią i wysychaniem ciała. Chwilami głód przesuwa się na drugi plan, a dominujące staje się uczucie strachu i zimna. Potem dochodzi do tego poczucie ogromnej samotności. Widok innych jedzących staje się męczarnią. Po paru dniach przychodzi ogromne osłabienie i wyczerpanie, a człowieka ogarnia senność. Cierpienia fizyczne zastąpione zostają psychicznymi: strachem, samotnością, lękiem przed śmiercią. Potem ciało zaczyna puchnąć z głodu, każdy najmniejszy ruch sprawia ból, człowiek odczuwa mdłości oraz zawroty głowy. Na końcu pojawia się ból serca, sygnalizujący całkowity kryzys organizmu.

Głód w ujęciu Grudzińskiego jest nie tylko dojmującym cierpieniem fizycznym, ale także znacząco wpływa na psychikę człowieka. Wycieńczeniu organizmu i reakcjom fizjologicznym towarzyszy nieokreślony lęk, strach przed śmiercią, dojmująca samotność. Człowiek zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością, wszelkie inne uczucia znikają. Konieczność zaspokojenia głodu staje się nadrzędnym celem życia, pozbawia jednostkę wszelkich hamulców etycznych i moralnych.

Wynaturzone życie seksualne

Niemożność zaspokojenia głodu seksualnego sprawiała, że jakiekolwiek formy życia erotycznego w obozie przybierały postać brutalnych, wynaturzonych aktów. Ofiarami mężczyzn padały więźniarki, które raz wykorzystane seksualnie staczały się na dno upodlenia. Wieczorem, kiedy już było ciemno, niektórzy więźniowie zaczajali się wśród opustoszałych baraków na kobiety. „Nocne łowy” stanowiły w Jercewie zjawisko powszechne, a ich ofiarami padało wiele kobiet. Grudziński opisuje dwa szczególnie drastyczne przykłady seksualnego wykorzystywania więźniarek. Jedna z dziewczyn, Marusia, wracając kiedyś ze szpitala do baraku kobiecego została napadnięta i brutalnie zgwałcona przez kilku więźniów. Następnego dnia posiniaczona i skrwawiona zaczęła regularnie odwiedzać w baraku jednego z napastników, Kowala. Któregoś wieczoru, kiedy obydwoje siedzieli w objęciach na pryczy, jeden z urków zaczął zalecać się do dziewczyny. Wściekły Kowal uderzył go w twarz, ale gdy zobaczył, że przeciwników jest więcej, kazał Marusi rozebrać się i oddać po kolei siedmiu urkom. Po trzech dniach, na własną prośbę, Marusia odeszła z transportem więźniów do innego łagru. Drugi opisany przez Grudzińskiego przypadek dotyczył młodej polskiej dziewczyny, córki oficera, zwanej przez urków „generalską doczką”. Dziewczyna początkowo zachowywała się z godnością rzadko w obozie spotykaną. Gdy pewnego dnia jeden z więźniów zgwałcił ją w składzie jarzyn, „generalska doczka” zmieniła się całkowicie. Oddawała się każdemu. „Miał ją kto chciał, pod pryczą, na pryczy, w separatkach techników, w składzie ubrań”. Kiedy Grudziński spotkał ją w 1943 roku w Palestynie, wyglądała jak stara, zniszczona kobieta.

Dla niektórych więźniarek seks był sposobem na znalezienie opiekuna i polepszenie swej doli, dla innych szansą na macierzyństwo. Ciężarna kobieta miała prawo do zwolnienia od pracy na trzy miesiące przed urodzeniem i sześć miesięcy po rozwiązaniu. W warunkach obozowych erotyzm i miłość zastąpione zostały brutalnym, wynaturzonym, zwierzęcym seksem, w którym kobieta traktowana była instrumentalnie jako narzędzie zaspokojenia. Relacje między mężczyzną a kobietą nie miały charakteru ludzkiego, ale stawały się przedmiotowe. Głód seksualny, traktowany jako jeden z głównych instynktów biologicznych, pozbawiał człowieka wszelkich wyższych uczuć. (...) o prawdziwych uczuciach, trudno jest mówić, gdy się uprawia miłość na oczach współwięźniów, łub w najlepszym razie w składzie starych ubrań na przepoconych i śmierdzących łachach obozowych”. Odarte z intymności, czułości i uczucia wzajemne relacje między mężczyzną a kobietą w warunkach obozowych sprowadzały się do poniżających dla obu stron brutalnych aktów seksualnych. Kobieta pozbawiona została swojej godności, człowieczeństwa i szacunku. Zmieniła się w przedmiot i raz poniżona i zniewolona coraz szybciej staczała się na dno. Wszelkie próby budowania namiastek uczuć kończyły się klęską, tak jak w przypadku Marusi i Kowala. Jedynym miejscem, w którym miłość i uczucia traktowano poważnie, był dom widzeń. (...) w zonie panowało wyuzdanie seksualne, kobiety traktowało się jak prostytutki, miłość jak spacer do wychodka, a ciężarne dziewczęta z domu matek witało się drwinami - ale Dom Swidanij ostał się w tym morzu brudu, poniżenia i cynizmu niby jedyna przystań takiego życia uczuciowego, jakiego pamięć przechowała się w obozie z wolności”.

Choroby, szpital, „trupiarnia”

Wyczerpani ciężką pracą, zagłodzeni więźniowie bardzo często zapadali na choroby. Najczęściej była to kurza ślepota, spowodowana niedoborem tłuszczu, „pylagra”, objawiająca się melancholią, wypadaniem włosów i zębów, gruźlica, wrzody. Więźniów kierowano do szpitala wówczas, kiedy byli już niezdolni do pracy, a temperatura ciała przekraczała 39 stopni. Niektórzy dokonywali samookaleczeń, aby znaleźć się w szpitalu, który traktowano jako oazę normalności i spokoju. „Te dwa lub trzy tygodnie powrotu do człowieczeństwa mogły przywrócić każdemu z nas na chwilę jeszcze przed śmiercią poczucie własnej godności”. Leczenie więźniów polegało na zapewnieniu im chwili odpoczynku, w trakcie którego powinni byli jak najszybciej nabrać sił do pracy. Starych, nieuleczalnie chorych kierowano do „trupiarni”, baraku dla zwolnionych od pracy, gdzie praktycznie oczekiwali już tylko śmierci. Szpital był niejako wyłączony z systemu obozowego. Lekarze i siostry byli uprzejmi, więźnia traktowali jak człowieka. Trupiarnia początkowo miała być miejscem, w którym wycieńczonych więźniów przywracano by do sił. W praktyce stała się ostatnim etapem pobytu chorego skazanego na powolną śmierć. Wśród chorych znajdujących się w trupiarni jedną grupę stanowiła tzw. „słabosiłka”, a więc ci, którzy mieli szansę na ozdrowienie, druga - „aktirowka” - to nieuleczalnie chorzy, pozbawieni dodatkowych racji żywnościowych, przeznaczeni na śmierć.

Śmierć

Całe życie więźniów w obozie było drogą do śmierci. Śmierć była wszechobecna, jedni odczuwali przed nią dojmujący strach, inni wyczekiwali jej z nadzieją, jako kresu cierpienia i wybawienia. Niektórzy więźniowie próbowali ratować się przed nią aktywnością, ale po paru latach zaczynali nagle gwałtownie puchnąć, serce nie miało już siły pompować krwi, śmierć następowała w wyniku obrzęku głodowego. Inną grupę więźniów stanowili, jak określa ich Grudziński, „religijni samobójcy”. Oni oczekiwali śmierci z tęsknotą. Niezdolni do samobójczego gestu, mieli nadzieję, (...) że zabije ich w końcu beznadziejność”. Śmierć traktowali jako najwyższą łaskę, wybawienie od pełnego udręki życia. Nienawidzili swojej egzystencji i pragnęli jak najszybciej położyć kres swemu cierpieniu. Grudziński nieraz słyszał jak powtarzali: „Powinniśmy umrzeć (...) my, gnój ludzki, powinniśmy umrzeć dla własnego dobra i bożej chwały”. Większość jednak więźniów obawiała się śmierci, która w obozie (...) nabierała metafizycznej nieobliczalności, stawała poza czasem naszego życia, wyłamywała się z rytmu biologicznego istnienia”. Więzień bał się umierać, bo nigdy nie wiedział, w którym momencie spotka go śmierć i na co umrze. Wokół siebie widział tak samo bezbronnych ludzi. Wspólnota losu nie budziła jednak poczucia solidarności, lecz strach przed zarażaniem śmiercią. Najbardziej przerażającym aspektem umierania w obozie było poczucie całkowitej anonimowości i samotności. Nieznajomość miejsca pogrzebania ciała budziła lęk przed całkowitym unicestwieniem. Jak zauważa Grudziński (...) obóz sowiecki pozbawił miliony swych ofiar jedynego przywileju, jaki dany jest każdej śmierci - jawności - i jedynego pragnienia, jakie odczuwa podświadomie każdy człowiek - przetrwania w pamięci innych”.

Oazy „normalności”

Żyjąc w nieludzkich warunkach łagrów sowieckich więźniowie nie przestawali tęsknić do normalności i wolności. Istniały w obozie miejsca i dni, które stwarzały takie namiastki utraconego wolnego życia. Był to szpital, „Dom Swidanij” oraz przypadający raz na miesiąc „wychodnyj dień”, czyli dzień wolny od pracy. Istniejący w ramach obozu szpital był miejscem wyjątkowym, niepodległym do końca regułom obozowym. Czystość, wygodne łóżka, miła opieka oraz odpoczynek, sprawiały, że więźniowie tęsknili do szpitala, a ich marzeniem było znaleźć sie tam choć na parę dni. „Dom Swidanij” był osobnym barakiem, w którym teoretycznie raz na rok, a praktycznie raz na kilka lat, więźniowie mogli spotkać się ze swoimi bliskimi, znajdującymi się na wolności. Uzyskanie pozwolenia na widzenie kosztowało wiele wysiłku i czasu. NKWD w trakcie przesłuchań starało się jak najbardziej zniechęcić rodziny więźniów do odwiedzin. Jeśli już wydawało zezwolenie, zobowiązywało odwiedzających po powrocie do całkowitego milczenia na temat warunków panujących w łagrach. Rozmowy w „Domu Swidanij” nie mogły dotyczyć okoliczności aresztowania oraz samego życia w obozie. Mimo licznych obwarowań i braku intymności spotkań, więźniowie czekali na datę widzenia z utęsknieniem. Idealizowali te spotkania, bo dzięki nim przypominali sobie swoje dawne, wolne życie. „Dom Swidanij” otoczony był w łagrze kultem, więźniowie, którzy tam wchodzili, na krótki czas porzucali swoje pełne cierpień życie i na powrót stawali się normalnymi ludźmi, zdolnymi odczuwać miłość, okazywać czułość i troskę. Raz na parę tygodni więźniom przysługiwał dzień wolny od pracy. Wieczorem przed wyznaczonym terminem więźniowie przygotowywali się do nadchodzącego święta, stawali się życzliwi i milsi wobec siebie. Zasypiali z błogością i nadzieją, powtarzając (...) zawtra nam toże prazdnik, zawtra nam toże wychodnyj dień...”.

Dzień wolny od pracy był wyjątkowym momentem w życiu przebywających w łagrze. „Powolne i uroczyste celebrowanie dnia świątecznego miało swój głęboki sens; był to bowiem jedyny dzień, który z wyjątkiem paru godzin porannych więzień miał prawo układać, rozplanowywać i spędzać stosownie do swoich upodobań.” Ta krótka przerwa od katorżniczego życia ujawniała w więźniach istnienie głębszych uczuć i ludzkich potrzeb, tłumionych przez system sowieckich łagrów.

Problemy filozoficzno-moralne. Inny świat - hołd złożony człowiekowi, czy obraz procesu degradacji człowieczeństwa?

W Innym świecie Herling-Grudziński ukazuje, w jaki sposób człowiek w ekstremalnych warunkach obozowych pozbywa się wszelkich ludzkich uczuć w imię uratowania swojego biologicznego istnienia. Chęć przeżycia za wszelką cenę pozbawia więźnia wrażliwości na cierpienia innych, odziera go ze współczucia, chęci pomocy, solidarności z pozostałymi więźniami. Konieczność maksymalnego zwiększania wydajności pracy, dzięki której można było zdobyć dodatkowe racje żywnościowe, rodzi brutalną rywalizację i wyklucza jakiekolwiek współdziałanie. Z czasem wszelkie odruchy ludzkie zanikają. Obóz uczy więźnia jak żyć bez litości, z obojętnością słuchać skarg cierpiących, egoistycznie troszczyć się jedynie o własne przeżycie. Nowy więzień, który początkowo będzie pomagał innym, poznawszy prawo obozowego życia, znienawidzi swoich współwięźniów, a zamiast współczucia będzie odczuwał wobec nich pogardę. Oglądając na co dzień cudzą nędzę, chore, sponiewierane ciała, zwierzęce odruchy zagłodzonych ludzi, więzień sam będąc ofiarą, powoli przyjmuje wobec słabszych pozycję kata. Na skutek działania reguł obozowych jego osobowość ulega całkowitej przemianie. Poniżony ciężką pracą fizyczną i niemożnością zaspokajania swych podstawowych potrzeb fizjologicznych, nienawidzi współwięźniów jako swych naturalnych wrogów, ograniczających jego szansę na przeżycie. Więzień uczy się jak postępować, aby ocalić swoje istnienie. Wie, że musi pozostać obojętny wobec innych, stara się wtopić w tłum, stać się niewidocznym dla władz obozowych. Śmierć innych więźniów zwiększa jego szanse przeżycia. Stąd brutalna rywalizacja w pracy, odmawianie pomocy, rozbudowany system donosicielstwa. Przyzwyczajony do wszechobecnej śmierci więzień obojętnieje na nią, myśli tylko o sobie i stara się wypracować jak najwyższą normę w pracy, gdyż jedynie to umożliwia uzyskanie większych racji żywnościowych, a tym samym zwiększa szanse przeżycia. Ciężka praca, głód i fizyczny ból jako dominujące aspekty życia obozowego pozbawiają człowieka jego ludzkich odruchów, gdyż (...) nie ma takiej rzeczy, której by człowiek nie zrobił z głodu i bólu”. Obóz metodycznie niszczył ludzką osobowość, pozbawiał człowieka wyższych duchowych potrzeb i zabijał w nim umiejętność rozróżniania między dobrem i złem. „Wypalono z nich gorącym żelazem wszystkie uczucia ludzkie” pisze Grudziński. Odarty z człowieczeństwa, pozostawiony sam sobie, rozpaczliwie walczący o przetrwanie więzień tracił poczucie więzi z innymi ludźmi. Pragnął samotności, która oddzielając go od zewnętrznego okrutnego świata dawała mu poczucie własnej tożsamości. Grudziński wspomina, że nieraz odczuwając nienawiść wobec innych modlił się o samotność i (...) jednocześnie z tą euforią zmartwychwstania osobowości czuł, że jest cmentarzyskiem wszystkiego, co łączy z innymi ludźmi”.

W obozie odwieczne uczucia i wartości ludzkie traciły swój sens. Miłość, przyjaźń, współczucie, dobro, prawda, nie miały racji bytu tam, gdzie maksymalnie poniżono człowieka, a jego egzystencję sprowadzono do poziomu potrzeb fizjologicznych i walki o byt. (...) w pewien sposób również obóz stawał się jego drugim życiem - znał jego prawa, obyczaje i przepisy, poruszał się w nim swobodnie, wiedział jak się w nim żyje i unika niebezpieczeństw, łata spędzone za drutami przytępiły jego wyobraźnię i marzenia o wolności”.

Pozbawiony nadziei i upodlony człowiek tracił poczucie godności nawet w swoich własnych oczach: „Powinniśmy umrzeć, my gnój ludzki, powinniśmy umrzeć dla własnego dobra”. Życie pozbawione nadziei i wiary w wartości budziło bezgraniczną rozpacz. Jednocześnie więźniowie pragnęli zachować w sobie choćby fragmenty wspomnień z przeszłości i pamięć o wolności.

W tym miejscu znajduje się tekst składający się z 3669 znaków,
który pozwoli Ci nie bać się klasówki.

Wykup abonament aby uzyskać dostęp.

Herling wierzył, że każdy może bronić swojego człowieczeństwa, a powracając do normalnego wolnego świata potrafi odbudować w sobie stłumione przez warunki obozowe uczucia i wartości. Zwolnienie z obozu rozpoczyna proces reedukacji człowieka i odbudowuje w nim dawny kodeks moralny. Moralno-filozoficzne przesłanie Innego świata zawiera się w Epilogu, rozgrywającym się po wojnie w 1945 roku w Rzymie. Grudziński spotyka tutaj dawnego więźnia łagrów sowieckich, który aby przeżyć zadenuncjował czterech współwięźniów. Teraz, po latach, dręczony wyrzutami sumienia prosi pisarza o słowo zrozumienia, ale nie uzyskuje go. Swoją odmowę Grudziński tłumaczy powrotem do świata wolnych ludzi, odzyskaniem człowieczeństwa: „Dni naszego życia nie są podobne do dni naszej śmierci i prawa naszego życia nie są również prawami naszej śmierci. Wróciłem z takim trudem między ludzi i miałbym teraz od nich dobrowolnie uciekać? Nie, nie mogłem wymówić tego słowa”. Zwolnienie z obozu, lata walki o wolność, odbudowywanie dawnych ludzkich uczuć: przyjaźni i miłości oznaczały dla Grudzińskiego zmartwychwstanie, powrót do świata żywych, dowód na to, że zło nie jest wszechpotężne oraz wiarę w niezniszczalność ponadczasowych wartości ludzkich. Akceptacja obozowych reguł życia z pozycji wolnego człowieka byłaby przyznaniem się do klęski, zgodą na relatywizm moralny, zwalniający człowieka z heroicznej walki o zachowanie własnej godności. Fundamentalna wiara w niezbywalność ludzkich praw i zasad, których okoliczności życiowe, klęski i załamania nie mogą unicestwić, jest wyrazem głębokiego humanizmu pisarza, który istoty człowieczeństwa upatruje w moralnym heroizmie. Im większe jest zło, tym silniejszy powinien być opór przeciwko niemu. Nie wolno usprawiedliwiać ludzkiej podłości i należy walczyć w sposób bezkompromisowy z wszelkimi próbami upodlenia natury ludzkiej, nawet za cenę własnego życia.

Podobieństwa i różnice w ujęciu rzeczywistości obozowej w twórczości Tadeusza Borowskiego i Gustawa Herlinga-Grudzińskiego

Borowski na przykładzie niemieckich lagrów, a Grudziński sowieckich łagrów opisują mechanizm działania totalitarnego państwa i degradację ludzkich wartości w warunkach ekstremalnych. Obrazy łagrów i lagrów oraz panujące w nich warunki są do siebie podobne. Obozy niemieckie wyrosły z obłąkańczej idei Hitlera o konieczności poszerzenia życiowej przestrzeni dla Niemców, uznawanych za nadludzi. Więźniowie sowieckich łagrów pracować mieli dla chwały socjalistycznej gospodarki. Obozy obydwu państw totalitarnych w ujęciu Grudzińskiego i Borowskiego stanowiły zorganizowane przedsiębiorstwa nastawione na maksymalne wykorzystanie człowieka. Więzień był towarem, narzędziem pracy, a o jego wartości stanowiła siła fizyczna i zdolność do ogromnego wysiłku. Metody obozowej administracji w obu przypadkach były podobne. Ciężką, katorżniczą pracą i pozbawieniem możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb fizjologicznych niszczono osobowość więźniów, pozbawiając ich ludzkich uczuć jako kanonu podstawowych wartości moralnych. Proces dehumanizacji prowadził do wytworzenia specjalnego rodzaju osobowości określanej mianem człowieka zlagrowanego bądź złagrowanego. Konieczność przeżycia za wszelką cenę pozbawiała więźniów niemieckich i sowieckich obozów wrażliwości, współczucia dla innych a ich egzystencję sprowadzała do poziomu fizjologii. Praca, ból i głód niszczyły osobowość i prowadziły do maksymalnego upodlenia człowieka, który tracił wiarę w sens człowieczeństwa.

By w sposób pełny i obiektywny przedstawić zasady funkcjonowania życia w obozie zarówno Grudziński jak i Borowski opisują świat obozów od wewnątrz. Podczas gdy jednak Borowski traktuje niemiecki lagier jako świat zamknięty, niemożliwy do opisania z zewnętrznej perspektywy, to Grudziński przedstawia sowieckie łagry jako jedno z ogniw wielkiego historycznego systemu, trwającego od czasu Dostojewskiego. Borowskiego interesują indywidualne losy więźniów, ich przeszłość i związki z normalnym światem. Herling wprowadza nie tylko historyczny kontekst, ale przywołuje też poszczególne biografie więźniów, ich osobiste uwarunkowania i proces przemiany osobowości. Grudziński wciąż zmienia perspektywę widzenia: opisuje obóz z dystansu, prezentuje proces oswajania się z panującymi zasadami, stara się wytłumaczyć fenomen łagrów w kontekście historycznym, psychologicznym, moralnym, filozoficznym. Narracja Epilogu prowadzona jest już z pozycji człowieka wolnego, który na nowo odzyskał wiarę w człowieczeństwo i nieprzemijalność ludzkich wartości.

Fundamentalna różnica między ujęciem Borowskiego a Grudzińskiego polega na odmienności wymowy dzieł obydwu pisarzy. Borowski uważa, że człowiek, który przeżył obóz na zawsze pozostał skażony, nawet jeśli nie dopuścił się zbrodni i był tylko niemym, biernym obserwatorem. Z zamkniętego świata obozów nie ma powrotu do normalnego życia. Każdy więzień ponosi bowiem odpowiedzialność za zło czasów II wojny światowej. Ten skrajny moralizm Borowskiego stał się przyczyną niesłusznych oskarżeń pisarza o nihilizm. Z kolei Grudziński, wychodząc z założenia, że (...) człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach”, wierzy w możliwość ocalenia podstawowych wartości moralnych nawet w sytuacjach ekstremalnych. W świecie łagrów poszukuje resztek przejawów człowieczeństwa i aktów heroizmu, świadczących o trwałości podstawowych zasad i praw ludzkich. Jako moralista wymaga od ludzi bezkompromisowej odwagi i walki ze złem w imię obrony człowieczeństwa. Wierzy, że człowiek opuściwszy obóz może odbudować w sobie utracone w nieludzkich warunkach poczucie godności oraz hierarchię wartości moralnych.

Ten portal korzysta z plików cookies w celu umożliwienia pełnego korzystania z funkcjonalności serwisu, dopasowania reklam oraz zbierania anonimowych statystyk. Obsługę cookies możesz wyłączyć w ustawieniach Twojej przeglądarki internetowej. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z ustawieniami przeglądarki.

Zamknij