Jesteś tutaj: Język polski » Szkoła podstawowa » Lektury » Plastusiowy pamiętnik (M. Kownacka)

Plastusiowy pamiętnik (M. Kownacka)

Dlaczego nazywam się Plastuś

Plastuś to malutki ludzik z plasteliny. Mieszkał w piórniku razem z gumką, ostrymi stalówkami, scyzorykiem, piórem i ołówkiem. Piórnik należał do Tosi, dziewczynki z pierwszej klasy. Tosia ulepiła Plastusia na początku roku szkolnego. Spodobał się wszystkim dzieciom i zamieszkał na stałe w piórniku.

O pamiętniku w czerwonym zeszyciku

Na lekcji rysunków było bardzo wesoło. Tosia robiła wycinankę i cięła nożyczkami kolorowy papier. Plastuś pozbierał niepotrzebne kawałki pociętego papieru. Poskładał je, przewiązał nitką i obłożył czerwonym papierem. Ten zeszycik był wielkości Tosinego paznokcia i Plastuś postanowił zapisywać w nim swoje przygody.

O kleksiku z kałamarza, co na nikogo nie zważa

Tosia uczyła się pisać piórem. Wzięła złotą stalówkę, ale pisanie jej nie szło. Napisała już pół strony i nagle zrobiła kleksa na samym jej środku. Próbowała ratować zeszyt bibułką, potem mazała gumką, ale tylko zrobiła w kartce dziurę. Na koniec się rozpłakała.

Żadna beksa nie pomoże na kleksa

Tosia płakała i wszyscy mieszkańcy piórnika chcieli ją pocieszyć. Plastuś postanowił pójść do kałamarza i poprosić, żeby bardziej pilnował kleksików. Kałamarz groźnie zabulgotał i powiedział, że płacz nic tu nie pomoże. Trzeba się nauczyć ładnie pisać. A jeśli Plastuś będzie się wtrącał w nie swoje sprawy, to go pobrudzi atramentem. Plastuś wrócił do piórnika i przejrzał się w stalówce. Rzeczywiście, nos miał poplamiony na czarno.

Wiele krzyku o wycieraczkę w piórniku

Pióro wróciło do piórnika. Ponieważ miało brudną stalówkę, pobrudziło wszystkich jego mieszkańców. Kiedy Tosia zajrzała do piórnika, złapała się za głowę. Zobaczyła tam wielki nieporządek. Dziewczynka znalazła jednak na to radę: ze skrawków tkanin uszyła wycieraczkę do pióra i kazała jej mieszkać pod stalówką. Teraz już pióro nikogo nie mogło ubrudzić.

O Tosi, o Bronku i o mysim ogonku

Tosia miała niebieskie oczy i mały nosek. Nosiła także dwa czarne warkoczyki, ale Bronek śmiał się z niej, że to mysie ogonki, więc dziewczynka je obcięła. Teraz nosi starannie przystrzyżoną fryzurę z grzywką.

O moim biednym nosie i o szkaradnej Zosi

W ławce Tosi usiadła nowa koleżanka, Zosia. Plastuś chciał się przyjrzeć dziewczynce i wystawił głowę z piórnika. Zosia jednak zauważyła Plastusia, szybko zamknęła piórnik i przytrzasnęła mu nosek. Tosia wzięła czerwoną plastelinę i ulepiła z niej Plastusiowi jeszcze większy i piękniejszy nos.

Zosia pożyczyła od Tosi ołówek i pogryzła go ze zdenerwowania, bo nie mogła rozwiązać zadania. Wszyscy w piórniku byli oburzeni.

O Zosi niszczycielce historia smutna wielce

Zosia pożyczyła od Tosi scyzoryk, żeby odkręcić śrubkę w ławce. Kręciła, ale nie odkręciła śrubki, tylko się skaleczyła i stępiła scyzoryk. Potem pożyczyła stalówkę. Podczas pisania tak naciskała pióro, że stalówka złamała się, a w zeszycie pojawił się ogromny kleks. Postanowiła go wymazać gumką Tosi, ale nie udało jej się to: pobrudziła gumkę, a w zeszycie wytarła dziurę. Zosia rozpłakała się, a Tosia zaczęła ją pocieszać.

Wszyscy w piórniku stwierdzili, że Tosia jest dobrą dziewczynką, bo nie tylko nie gniewa się na koleżankę za zniszczone przybory, ale jeszcze ją pociesza.

O tym, jak to z porządkiem było, ale dobrze się skończyło

Pod koniec lekcji pani sprawdzała porządek i dziwiła się bardzo, gdy zobaczyła bałagan w piórniku Tosi. Zosia jednak przy znała się, że to ona zrobiła nieporządek w piórniku koleżanki. Tosia przebaczyła Zosi, a potem obie serdecznie się uściskały.

O farbach i o kłopocie wielkim, czy można pisać pędzelkiem?

Chcąc przeprosić Tosię, Zosia przyniosła do szkoły pudełko z farbami i mieszkańcy piórnika przestraszyli się, że na ławce pojawił się nowy piórnik.

W pudełku mieszkały farby. Tosia namalowała nimi przepiękny obrazek: zielony domek, żółty płotek, czerwone kwiatki i niebieskie ptaszki. Pióro było bardzo zazdrosne, że nie potrafi tak ładnie malować jak pędzelek. Szczyciło się jednak tym, że umie pisać.

O chińskiej awanturze, o pędzelku i o piórze

Pędzelek chwalił się, że potrafi pisać. Chińczyk, który mieszkał na okładce zeszytu do matematyki, miał to potwierdzić.

Wszyscy mieszkańcy piórnika z niecierpliwością czekali na lekcję matematyki. Chcieli dowiedzieć się, czy w Chinach dzieci piszą pędzelkami. Dlatego zwrócili się z pytaniem w tej sprawie do krakowiaka i krakowianki z okładki zeszytu w linię oraz do zielonej żabki z okładki zeszytu do pogadanek, ale żadne z nich nie udzieliło im właściwej odpowiedzi. Nareszcie przyszła lekcja matematyki i Chińczyk potwierdził słowa pędzelka. Pióro bardzo się zmartwiło, kiedy usłyszało odpowiedź Chińczyka, więc Tosia najpierw namalowała obrazek, a potem pięknie go opisała. Dzięki temu pędzelek i pióro pogodzili się.

Pudełeczko, podnieś wieczko!

Na lekcję robótek ręcznych Tosia przyniosła pudełeczko w kwiatki i mieszkańcy piórnika zastanawiali się, co się w nim znajduje. W pudełku mieszkał naparstek. Przechwalał się, że strzeże paluszków Tosi przed nieznośnymi igłami. Igły twierdziły, że są przyjaciółkami Tosi i nie zamierzają kłuć jej paluszków. Szpulka z nićmi mówiła, że to ona jest najważniejsza, bo bez nici Tosia w ogóle by nic nie uszyła. Tosia wzięła nici, nawlekła nimi igłę, włożyła naparstek na palec i zaczęła szyć.

Historia niewesoła wcale, jak do klasy przyszły lale

Dzieci przyniosły do klasy swoje lalki i szyły dla nich nowe sukienki. Tosia również przyniosła najładniejszą lalkę, Petronelę, oraz ładny materiał w kwiatki. Na wszystkich ławkach siedziały lalki i były z siebie bardzo dumne.

O Klarci ze szmatki i o sukience w kwiatki

Lodzia przyniosła lalkę, którą sama zrobiła ze szmatek i Honorka naśmiewała się z takiej gałgankowej lalki. W dodatku Lodzia szyła sukienkę z burej szmatki i taka sukienka nie była ładna. Dziewczynka rozpłakała się, słysząc drwiny koleżanki i Tosia, żeby ją pocieszyć, podarowała jej ładną tkaninę w kwiatki na sukienkę dla lalki. Honorka przeprosiła Lodzię za swoje zachowanie i dziewczynki szczerze się uścisnęły.

O tym, co zrobił Jacek i o nosie jak placek

Pewnego ranka mieszkańcy piórnika na próżno czekali na pójście do szkoły. Jacek, brat Tosi, wziął ze stołu piórnik tak niezręcznie, że pudełko otwarło się i wszystkie rzeczy wysypały się na podłogę. Plastuś nie lubił Jacka, bo raz za pomocą klocka tak go rozwałkował, że Tosia z trudem mogła nadać mu poprzedni kształt, a innym razem Plastuś o mało się nie utopił przez Jacka, gdy ten wrzucił go do wody.

Jacek był młodszym bratem Tosi i wszyscy mieszkańcy piórnika bali się go, ponieważ lubił im dokuczać. Tego dnia stojący na podłodze Plastuś zobaczył, że Tosia też nie poszła do szkoły, tylko leżała w łóżku. Bolało ją gardło.

O wyprawie cudnej na wyspy bezludne

Tosia usłyszała, że brat upuścił piórnik, kazała mu pozbierać rzeczy i przynieść do jej łóżka. Przy łóżku siedziały Lodzia i ciocia. Ciocia przyniosła pomarańcze. Dziewczynki zjadły je, a z pomarańczowych skórek zrobiły łódki. Łódki pływały po kołdrze jak po wielkim oceanie. Dopłynęły do jaśka Tosi, wyspy, na której mieszkała żyrafa z dwoma Murzynkami. Plastuś został kapitanem, a gumka-myszka majtkiem. Gumka była jednak gruba i ciężka, i ciągle wypadała z łódki, więc Lodzia wzięła włóczkę i zrobiła z niej śmieszne lalki.

O kwiatach w szkole i o kaktusie, co kole

Pani poprosiła, żeby dzieci przyniosły kwiaty i następnego dnia na parapecie w klasie zrobiło się zielono. Tosia przyniosła kaktus, zostawiła go na ławce i poszła ustawiać inne kwiaty, a panny z włóczki zaczęły wychodzić z jej teczki. Panny z włóczki interesowały się wszystkim i wszędzie można było je znaleźć. Jedna z nich przyczepiła się do kaktusa i razem z roślinką została przeniesiona na parapet. Pani pomyślała, że kaktus zakwitł. Wszyscy zaczęli się śmiać, gdy okazało się, że to nie kwiat, tylko panna z włóczki.

Przy kwiatach było wiele pracy, ponieważ należało je pielęgnować: podlewać, wycierać kurz z liści, spryskiwać wodą. Pani wyznaczyła do tych prac specjalnych dyżurnych. Panna z włóczki stała się odznaką dyżurnych od kwiatów.

Historia cała o porządku i o strzałach

Tosia i Jasia zostały dyżurnymi. Musiały dbać o porządek w klasie. W czasie przerwy otwierały okna i ścierały tablicę. Kiedy dzieci wyszły na przerwę, Tosia zauważyła, że pod ławką Antka i Bronka jest pełno śmieci. Znajdowały się tam pestki, skorupki od jaj, kule zrobione ze zgniecionego papieru i strzały. Tosia wyrzuciła śmieci do kosza, a strzały schowała pod ławkę Bronka. Po powrocie z przerwy Bronek zażądał zwrotu strzał i miał pretensje do Tosi, że posprzątała jego miejsce pod ławką. Plastuś był oburzony zachowaniem Bronka i potem sam chciał być dyżurnym w piórniku, ale mieszkańcy piórnika nie chcieli go słuchać.

O tym, jak kreda wytrzeć tablicy nie da

Obowiązkiem dyżurnego było ścieranie tablicy. Kiedy Tosia czyściła tablicę, Plastuś stał w rowku z kredą i również wycierał tablicę z kredy. Kreda śmiała się i mówiła, że za chwilę i tak tablica zostanie zapisana. Kiedy weszła pani, Tosia wróciła do swojej ławki. Zapomniała jednak zabrać ze sobą Plastusia.

Pani odpytywała dzieci z dodawania i odejmowania, potem zamierzała napisać na tablicy trudne zadanie. Wzięła do ręki Plastusia, który cały był biały od kredy i chciała nim pisać. Niestety nie udało się. Pani zauważyła, że to nie jest kreda. Następnie Tosia musiała wyjaśnić, w jaki sposób powstała jej maskotka. Przez całą lekcję Tosia snuła swą opowieść i dzieci nie zdążyły napisać zadania. Bardzo się ucieszyły z tego powodu i na przerwie dziękowały Plastusiowi.

Jak się ze mną poznali ci, co w książkach mieszkali

Klasa pierwsza miała w sali własną bibliotekę. Wszystkie książki były obłożone w ładny niebieski papier, żeby się nie niszczyły. Plastuś najbardziej lubił książkę o jagodowych braciach i siostrzyczkach borówczankach. Pewnego dnia bohaterowie zaprosili nawet Plastusia na przejażdżkę wózkiem zaprzężonym w myszki, ale Plastusiowi zrobiło się żal Tosi i nie chciał jej opuszczać, więc nie skorzystał z zaproszenia.

Pani czytała dzieciom bajkę o krasnoludkach i sierotce Marysi, której lisek zjadł gąski. Krasnoludki pomogły Marysi i wszystko skończyło się dobrze. Plastuś rozpłakał się ze wzruszenia.

O tym, jak od Lodzi dostałem samochodzik

Tosia zawinęła swoje śniadanie w serwetki, na których były wyszyte dwa koguciki z żółtymi bucikami, zajączki na zielonej łące, czerwony samochodzik, a także Plastuś. Lodzi najbardziej podobała się serwetka z czerwonym samochodzikiem, więc Tosia wzięła igłę oraz nici i wyszyła taki sam wzór na serwetce dla koleżanki. Lodzia bardzo się ucieszyła. Postanowiła podziękować Tosi za prezent i zrobiła dla Plastusia czerwony samochodzik z pudełka na zapałki i szpulek.

Plastuś od razu zaczął jeździć swoim nowym samochodem. Inni mieszkańcy piórnika też chcieli mu towarzyszyć, ale Plastuś nie zamierzał ich zabrać. Miał powody: gumka-myszka była za gruba, ołówek za wysoki, a panny z włóczki za bardzo się wierciły. Plastuś zabrał ze sobą tylko jedną stalówkę, w nagrodę za to, że nie zrobiła nigdy kleksa.

Kogo się pantofel boi, i o tym, co Fikuś nabroił

Fikuś, piesek Tosi, był wielkim psotnikiem. Najbardziej lubił tarmosić kapcie. Kiedy tylko Tosia albo Jacek zapominali schować je do szafki, piesek zaraz brał je do pyska i rozpoczynał zabawę.

Do Tosi przyszła w odwiedziny Lodzia. Ponieważ w jej płaszczyku było zerwane wieszadło, położyła go na krześle w przedpokoju. Dziewczynki poszły zjeść obiad, a Fikuś obwąchał płaszczyk Lodzi, potem porwał jej czapkę i zanim dziewczynki zorientowały się, z czapki zostały tylko strzępy. Lodzia rozpłakała się, więc mama Tosi zrobiła jej szydełkiem nową czapkę, a dziewczynki z resztek zrobiły jeszcze kilka panien z włóczki.

Bawimy się w chowanki - same niespodzianki

Lodzia często przychodziła do Tosi w odwiedziny i przynosiła swoją lalkę, Klarcię. Dziewczynki przeczytały książeczkę o tym, jak Jagna bawiła się w chowanego ze swoją lalką. Potem same postanowiły pobawić się w chowanego ze swoimi zabawkami. Plastuś schował się za doniczką, ale znalazł go kotek Mruczek. Potem chowała się Klarcia. Ponieważ miała trochę krzywy tułów, przechyliła się i wpadła do akwarium z rybkami. Rybki się wystraszyły, a lalkę trzeba było wysuszyć koło pieca.

O tym, jak każdy spieszy naszą panią ucieszyć

Dzieci zastanawiały się, jaki prezent przygotować dla pani z okazji Dnia Nauczyciela. Babcia Tosi wpadła na pomysł, żeby dziewczynka wyszyła serwetkę.

Tosia pokazała swój prezent dzieciom w klasie. Serwetka bardzo się wszystkim spodobała. Inne dzieci też postanowiły wyszyć dla pani serwetki. Kiedy nadszedł Dzień Nauczyciela, uczniowie wręczyli swoje podarki, a Tosia wyrecytowała z pamięci wierszyk. Pani podziękowała dzieciom, a potem wszyscy się wspólnie bawili.

O wydmuszkach, o placku, o Mruczku, Fikusiu i nieznośnym Jacku

Tosia odrabiała lekcje. Pisała bardzo starannie w swoim zeszycie w linię. Napisała zdanie o kocie. Wtedy na stolik wskoczył Mruczek. Tosia nie gniewała się na niego, tylko delikatnie zdjęła kota ze stołu. Babcia piekła placek. Poprosiła Tosię o pomoc. Obiecała dać Tosi do zabawy wydmuszki z jajek, więc dziewczynka zostawiła piórnik, książki i zeszyty, i poszła do kuchni.

Do pokoju wpadł Fikuś. Tarmosił babciny kapeć. Za pieskiem wbiegł Jacek, ale nawet nie spojrzał na Fikusia, tylko zabrał „Elementarz” i ołówek. Siadł w kącie i zaczął kreślić kółka na czystych stronach nowego „Elementarza”. Fikuś zostawił pantofel i wybiegł z pokoju.

gle zwrócił uwagę Mruczusia. Kot pobiegł za kapciem. Wydawało mu się, że goni mysz albo szczura. Tymczasem pojazd zataczał po pokoju ósemki.

Jacuś rzucił na podłogę „Elementarz” oraz ołówek i pobiegł do kota. Brygada ratunkowa tylko na to czekała. Podjechała na kapciu do „Elementarza” i ołówka.

Tosiu, teraz zapamiętasz, jak szanować „Elementarz”

Pióro ze stołu zrzuciło różową wstążeczkę. Plastuś przywiązał tą wstążeczką „Elementarz” do pantofla i „pojazd” schował się za piec, żeby Jacek nie mógł znaleźć książki. Tam gumka-myszka wyczyściła kartki „Elementarza”. Wkrótce wszystkie kółka w książce zostały wymazane.

Tosia bardzo się zdziwiła, gdy po powrocie do pokoju nie zobaczyła na stole „Elementarza”. Nie mogła również zrozumieć, dlaczego książka znajdowała się za piecem. Plastuś opowiedział jej całą historię, potem dziewczynka obłożyła „Elementarz” nowym papierem. Książka miała służyć jeszcze kiedyś Jacusiowi do nauki.

O sreberku, o złocie i wesołej robocie

Tosia, Lodzia, Joasia i Jacek z wydmuszek, pociętych słomek, sreberek i złotek lepili łańcuchy, dzbanuszki i inne ozdoby choinkowe. Stalówki i gumka też chciały pomagać, ale Plastuś nie pozwolił im opuścić piórnika. Bał się, że mogłyby się gdzieś zawieruszyć wśród innych przedmiotów. Zastanawiał się również, po co dzieci robią takie ładne ozdoby.

Dobra nowinka - w szkole choinka

W szkole dzieci także wycinały z kolorowych papierów łańcuchy. Plastuś dowiedział się, że niedługo będzie choinka. Tosia postanowiła, że zawiesi na choince Plastusia. Zrobiła mu nawet czerwoną pelerynkę. Plastusiowi bardzo się podobało na choince. Obok niego paliły się kolorowe lampki, skakał piernikowy konik, leciał gołąbek i samolot.

Następnego dnia dzieci bawiły się przy choince i dostawały prezenty. Tosia otrzymała niebieski szalik w żółte paski. Bardzo się ucieszyła z tego prezentu.

O tym, jak mnie szkaradnie łobuz z choinki kradnie

Po kilku dniach Plastuś zaczął tęsknić za przyjaciółmi z piórnika, zwłaszcza, że na choince robiło się pusto. Dzieci pozjadały piernikowe lalki i koniki, pozdejmowały niektóre zabawki. Pewnego ranka dzieci przyszły i zdjęły pozostałe zabawki z choinki. Plastuś myślał, że przyjdzie Tosia i go zabierze, ale były to zupełnie obce dzieci z innej, starszej klasy. Jakiś chłopiec zabrał ze sobą Plastusia i zawiesił go na guziku przy koszuli. Chłopiec ten cały czas biegał i podskakiwał.

O mojej smutnej doli u Witka w niewoli

Witek, bo tak miał na imię chłopiec, który zabrał Plastusia, był łobuzem. Na lekcji, zamiast uważać, cały czas bawił się Plastusiem. Z nosa zrobił mu trąbę słonia. Na przerwie cały czas biegał i popychał inne dzieci.

O Witku, o zbytku, o oparzeniu i o Tosi ogłoszeniu

Na następnej przerwie Witek pobiegł do łazienki, ale wcale nie zamierzał myć swoich brudnych rąk. W łazience dziewczynki myły ręce. Witek wziął gąbkę i postanowił pobrudzić dziewczynkom twarze. Dziewczynki zaczęły się bronić, więc łobuz postanowił pochlapać je wodą, która stała w kuble. Woda była bardzo gorąca i Witek poparzył sobie rękę. Choć ręka bardzo go rozbolała, nie powiedział o tym pani. Bał się, że będzie na niego krzyczeć. Zawinął sobie tylko chorą rękę brudną chustką do nosa.

Przechodząc korytarzem zobaczył ogłoszenie na drzwiach jednej z klas. To ogłoszenie napisała Tosia. Szukała Plastusia. Obiecała znalazcy, że za zgubę odda cztery malowanki i żółtą wstążeczkę.

O tym, jak to się staje, że mnie Witek Tosi oddaje

Witek przeczytał ogłoszenie i postanowił oddać Plastusia. Nie chciał jednak malowanek i wstążeczki, bo te wcale nie były mu potrzebne. Miał nadzieję, że Tosia w zamian da mu coś innego.

Tosia zobaczyła, że Witek ma spuchniętą rękę i poszła do pani po opatrunek. Wróciła razem z panią, pomogła mu opatrzyć rękę, a potem jeszcze pożyczyła swój szalik, żeby można było rękę zawiesić na temblaku. Witek oddał Tosi Plastusia i już nic od niej nie chciał.

Dużo radości i krzyku, że znowu jestem w piórniku

Mieszkańcy piórnika bardzo się ucieszyli na widok Plastusia i współczuli mu, że Witek go tak zniszczył. Na szczęście Tosia ulepiła Plastusiowi z plasteliny nowy nos i nogę. Chciała, żeby wyglądał tak jak dawniej. Plastuś znów zamieszkał w piórniku i w dalszym ciągu opisywał kolejne przygody w swoim czerwonym pamiętniku.

Lista działów - Język polski

Lista działów - Język polski

Ten portal korzysta z plików cookies w celu umożliwienia pełnego korzystania z funkcjonalności serwisu, dopasowania reklam oraz zbierania anonimowych statystyk. Obsługę cookies możesz wyłączyć w ustawieniach Twojej przeglądarki internetowej. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z ustawieniami przeglądarki.

Zamknij