Jesteś tutaj: Język polski » Szkoła podstawowa » Lektury » Tajemniczy ogród (F. H. Burnett) » Treść

Tajemniczy ogród (F. H. Burnett) - Treść

„Nie został nikt”

Mary była brzydkim i niesympatycznym dzieckiem. Mała, chuda, samolubna, despotyczna, zawsze z niemiłym grymasem na twarzy. „Włosy jej były żółte, również żółta była twarzyczka, ponieważ Mary urodziła się w Indiach i wiecznie zapadała na zdrowiu”. Ojciec zajmował rządowe stanowisko, był kapitanem, a matka nie opiekowała się córką, przedkładając ponad nią liczne rozrywki, zabawy, towarzystwo. Dziewczynką zajęła się niańka, Hinduska, zwana Ayah. I tylko z nią dziecko miało bezpośredni, przyjacielski kontakt. Oprócz niej Mary nikogo nie lubiła, nawet młoda angielska nauczycielka, która chciała ją nauczyć czytania i pisania, zrezygnowała ze swej posady po trzech miesiącach, jej następczynie zaś odchodziły po znacznie krótszym czasie.

Kiedy Mary miała około dziewięciu lat, w mieście, w którym mieszkała, wybuchła epidemia cholery. Dla dziewczynki było to zjawisko niezrozumiałe. Toteż trudno jej było pogodzić się z faktem, że któregoś dnia, zamiast swej Ayah, zobaczyła przy łóżku inną służącą. Nie zrozumiała nawet podsłuchanej rozmowy matki z pewnym bardzo młodym oficerem, który radził jej, by wyjechała z dala od tego miejsca. Dom powoli zaczął pustoszeć, zaczęło ubywać służby i jego mieszkańców. Wszyscy zapomnieli o małej dziewczynce. Znalazł ją dopiero po jakimś czasie, zamkniętą we własnym pokoju, młody człowiek, zwany Barneyem. Od niego Mary dowiedziała się, że tylko ona została przy życiu. Jej matka i ojciec zmarli zeszłej nocy, służba zaś z wielkim pośpiechem opuszczała ogarnięty zarazą dom.

„Panna Mary kapryśnica”

Mary została sama jedna na świecie. Nie tęskniła jednak za zmarłą matką, z którą i tak, jeszcze za jej życia, nie była w najlepszych stosunkach. Na początku zamieszkała w domu pastora i pastorowej Crawfordów. Mieli oni pięcioro dzieci, w ich domu panowały brud, nieład i bieda. Mary nie czuła się tam najlepiej, wszystkim dokuczała, toteż żadne z dzieci nie chciało się z nią bawić. Jedno z nich, mały chłopczyk o imieniu Bazyli, nazwało ją nawet „kapryśnicą”, co dziewczynkę bardzo złościło. Bazyli stał się również pierwszą osobą, która poinformowała Mary o jej rychłym wyjeździe do posiadłości wuja Archibalda Cravena, znajdującej się w Misselthwaite Manor w Anglii. Tę wiadomość potwierdzili za kilka dni państwo Crawfordowie. I tak oto Mary udała się w długą podróż do Anglii, podczas któ rej opiekę nad nią sprawowała żona pewnego oficera, odwożąca do szkół własne dzieci. W Londynie dziewczynką zajęła się niejaka pani Medlock. Była ochmistrzynią w domu pana Cravena i to on posłał ją po siostrzenicę, by ta szczęśliwie mogła do niego dotrzeć.

Podczas jazdy pociągiem do Yorkshire pani Medlock uważnie przypatrywała się swej nowej podopiecznej. Dziwiło ją kapryśne zachowanie dziewczynki oraz jej bezczynność. Postanowiła jednak opowiedzieć jej o tajemniczym miejscu, do którego się udawały: „jest to ogromny dom, lecz ponury. Pan Craven jest z niego dumny na swój sposób. Dom ten ma już sześćset lat. Stoi na krańcu rozległego wrzosowiska; ma prawie sto pokoi, chociaż większość z nich jest zamknięta na klucz. Od lat wiszą tam obrazy, stoją piękne stare meble i różne rzeczy; wokoło jest ogromny park, ogrody i drzewa ze starymi, do ziemi sięgającymi gałęziami”.

Opowieść pani Medlock wcale nie przeraziła dziewczynki. Nie zaskoczyło ją również przekonanie ochmistrzyni, że pan Craven jest człowiekiem dziwnym, stroniącym od ludzi i mającym bardzo surowe zasady. Nie słuchając więcej jej uwag, odwróciła się do okna i obserwowała spadające krople deszczu, w końcu zasnęła.

„Przez wrzosowisko”

Podróż pociągiem była długa i męcząca. Mary prawie cały czas spała. W Yorkshire czekał już na nią i na panią Medlock powóz. Był on bogato wyposażony, również służący, który pomógł wejść dziewczynce do niego, wyglądał dostojnie i elegancko. Drugi etap podróży wiódł przez dzikie wrzosowiska. Mary z zainteresowaniem patrzyła w okno i obserwowała roztaczające się z niego widoki. Kiedy powóz wjechał na wrzosowisko, wydało jej się, że znajduje się na wielkim morzu. Jęczący w zaroślach wiatr przypominał natomiast szum wody.

Jadąc tak i obserwując, Mary zobaczyła mrugające w ciemności światełka. To był dom pana Cravena. Po przebyciu jeszcze dwóch mil przez aleję, ciągnącą się wzdłuż parku, obie panie dotarły w końcu na miejsce. Przed domem czekał już służący Pitcher, który oznajmił, że pan Craven nie zobaczy się dziś ze swoją siostrzenicą, jutro zaś wyjeżdża do Londynu. Pani Medlock wprowadziła więc dziewczynkę sama do domu i pokazała jej pokoje, w których miała zamieszkać.

„Marta”

Nazajutrz Mary obudziła się i zaczęła rozglądać po swoim pokoju. Obok kominka znajdowała się młoda dziewczyna, która przyszła rozniecić ogień. Była to Marta - służąca pani Medlock i zarazem nowa pokojówka Mary. Marta była prostą i szczerą dziewczyną, toteż bar dzo się zdziwiła, kiedy przyzwyczajona do wygód i całkowitej uległości ze strony hinduskiej służby Mary kazała jej się ubierać, grymasząc przy tym i narzekając. Marta opowiedziała również o swym przybyciu do domu pana Cravena, o sposobach spędzania czasu w tej tajemniczej, otoczonej wokół wrzosowiskiem i licznymi ogrodami posiadłości. Mary była zachwycona jej opowieścią. W szczególny sposób ożywiła się, kiedy Marta opowiedziała o swym dwunastoletnim bracie Dicku, który często biega na wrzosowiska i całymi dniami się tam bawi, dzięki czemu nawiązał bliski kontakt ze zwierzętami. Wszystkie bez obawy się do niego garną, a przede wszystkim kucyk, owieczki i ptaszki, które jedzą mu prosto z ręki. Marta opowiedziała również dziewczynce o jednym z ogrodów. Jest on niedostępny do zwiedzania, ponieważ pan Craven zamknął go, kiedy zmarła jego żona. Był to bowiem ogród pani domu.

Mary bardzo się przejęła opowieścią Marty. Pobiegła zaraz na dwór i skierowała się bezpośrednio w stronę muru pokrytego bluszczem, w murze tym znajdowała się furtka. Po przejściu przez nią znalazła się w rozległych ogrodach owocowo-warzywnych. Dziewczynka podeszła do kolejnego muru, przeszła przez drzwi i zobaczyła inny ogród. W tym samym momencie, przez inną furtkę wszedł do ogrodu starszy mężczyzna z łopatą na ramieniu, był to ogrodnik pana Cravena, Ben Weatherstaff. Podobnie jak Mary, nie ucieszył się z tego spotkania. Dziewczynka jednak zaczęła wypytywać go o ogrody, które widziała kolejno przez furtki. Ogrodnik jej opowiadał. Mary zapytała o jeszcze jeden ogród, chciała tam pójść, ale starzec ją powstrzymał. Nikt nie miał wstępu do zamkniętego ogrodu zmarłej pani Craven. Po chwili uwaga Mary skierowana została w stronę małego ptaszka, z jasnym, czerwonym upierzeniem na piersiach, który siedział samotnie na wierzchołku drzewa i wyśpiewywał przepiękne trele. Dziewczynka zaczęła się wsłuchiwać w ten odgłos i odczuła w pewnym momencie dziwne bicie serca. Dotychczas była nieprzystępna, nieczuła i samotna, śpiew ptaszka spowodował zmianę jej zachowania i sposobu podejścia do życia. Od ogrodnika Mary dowiedziała się jeszcze, że ów ptaszek to gil i na stałe zadomowił się w ogrodach pana Cravena. Jego gniazdko znajduje się w zamkniętym i niedostępnym dla nikogo ogrodzie, do którego nie ma furtki. Sam ogrodnik spotkał go dawno, kiedy ptaszek był jeszcze bardzo malutki. Stało się tak, ponieważ gil wyleciał z gniazda i ogrodnik postanowił się nim zaopiekować. Przy okazji zrodziła się między nimi wielka przyjaźń. Także Mary chciała się teraz zaprzyjaźnić z gilem. W pewnym momencie jednak ptaszek odfrunął. Mary znów zaczęła wypytywać ogrodnika o ogród pani Craven. Ben był już z tego niezadowolony, zmarszczył brwi i kazał panience pójść się bawić. Sam zaś zarzucił łopatę na ramię i odszedł.

„Krzyk w korytarzu”

Na początku wszystkie dni były dla Mary prawie takie same. Kiedy się rano budziła w swym pokoju, zawsze zastawała w nim Martę rozniecającą ogień w kominku, potem jadła śniadanie, a po nim spoglądała przez okno na rozległe wrzosowisko. Widok ten zmuszał ją do wyjścia z domu. Lubiła biegać po ścieżkach i alejach parku, ale najbardziej dokuczał jej wiejący w twarz wiatr, który utrudniał poruszanie się. Wiatr ten dobrze jednak wpływał na dość wątłe zdrowie dziewczynki i poprawiał jej nastrój. Już po upływie kilku dni spędzonych w Misselthwaite Manor dziewczynka stała się mniej kapryśna i nabrała apetytu (ku zdziwieniu Marty zjadała nawet kaszę, której wcześniej nie znosiła). Mary czuła się samotna, chciała się z kimś bawić, porozmawiać, ale nie miała z kim. Kiedy przychodziła do ogrodnika, on albo szybko kończył rozmowę, albo omijał ją z daleka. Dziewczynka biegła więc do miejsca pomiędzy ogrodami, otoczonego murem. Tam spotykała małego gila, który zachwycał ją swym śpiewem. Mary zaprzyjaźniła się z ptaszkiem, czuła się szczęśliwa w jego obecności. Ale mimo wszystko wciąż chodziła jej po głowie owa tajemnica, jaką był otoczony jeden z ogrodów. Dlaczego pan Craven tak nie lubił tego miejsca? Postanowiła zapytać Marty, ale ona z początku wykręciła się od odpowiedzi. Potem powiedziała, że ogród był ulubionym miejscem pani Craven, tam była ławeczka pod drzewem, na której często przesiadywała. Któregoś dnia (a było to dziesięć lat temu) zerwała się gałąź i spadła na panią, uderzając ją w głowę. Na drugi dzień pani już nie żyła. Dlatego pan Craven nie lubi ogrodu. Aby tam nie wchodzić, zgubił nawet klucz od furtki do niego. Mary wsłuchiwała się również często w szum wiatru stepowego. Któregoś dnia usłyszała wśród tego szumu jakieś dziwne dźwięki, przypominające płacz dziecka. Postanowiła to zbadać.

„A jednak ktoś płakał”

Nazajutrz zaczął padać deszcz, a nad wrzosowiskiem pojawiła się gęsta mgła. Marta była wielką gadułą, toteż urozmaicała ten czas panience swymi opowieściami o własnej rodzinie, „o chacie wśród stepu i czternaściorgu ludziach, którzy mieszkali w maleńkich czterech izdebkach i nigdy dosyć do jedzenia nie mieli”. Mary najbardziej lubiła słuchać o mamie Marty i jej bracie Dicku. Dick był bardzo pomysłowym chłopcem, troszczył się o zwierzęta, a słabe i bezbronne zabierał w razie niebezpieczeństwa do swego domu. Dziewczynce imponowało zachowanie chłopca. Kiedy Marta skończyła opowiadać, zaproponowała panience poczytanie jakiejś książki. O pozwolenie pójścia do biblioteki Mary miała zapytać panią Medlock. Ale dziewczynka tego nie uczyniła. W końcu i tak nikt się o nią tutaj nie troszczył, z wyjątkiem Marty, która była służącą. Pani Medlock nie interesowała się bowiem jej sprawami.

Mary rozpoczęła więc samotną wędrówkę po korytarzach i pustych pokojach domu pana Cravena w celu poszukiwania biblioteki. Po drodze mijała wiszące na ścianach obrazy i portrety jakichś osób, meble, kominki, stare makaty i gobeliny. Przy tym, co ją interesowało, przystawała na dłuższą chwilę i przyglądała się. Idąc, nie spotkała nikogo. Tylko w jednym z pokoi natknęła się na małą, wystraszoną i skuloną w kącie za sofą myszkę. Podczas dalszej wędrówki Mary usłyszała dziwny płacz, a następnie wrzask dziecka. Podążyła w tamtym kierunku, ale na jej drodze stanęła nagle rozgniewana pani Medlock z pękiem kluczy w ręku. Ochmistrzyni poleciła dziewczynce natychmiast wrócić do jej pokoju i zapomnieć o jakichkolwiek odgłosach, wydobywających się z głębi korytarza. Mary posłusznie wróciła do pokoju.

„Klucz do ogrodu”

Po dwóch dniach deszcz przestał padać, a kiedy Mary się obudziła, ujrzała przez okno rozpościerające się nad stepem przepiękne szafirowe niebo. Jeszcze nigdy, nawet w Indiach, gdzie mieszkała dotychczas, nie widziała czegoś podobnego. Przywołała do siebie Martę i podzieliła się z nią wrażeniami. Marta odrzekła jej, że niedługo nadejdzie wiosna i przyroda zacznie budzić się do życia. Wtedy Yorkshire stanie się najpiękniejszym miejscem na świecie. Mary bardzo chciała odwiedzić dom swojej służącej, poznać jej mamę, Dicka. Marta obiecała, że porozmawia z matką na ten temat. Zaraz po śniadaniu pobiegła do swego domu i Mary została sama. Dziewczynka zaczęła się nudzić, więc poszła do ogrodu warzywnego, by odwiedzić ogrodnika. Także on był w dobrym humorze, powiedział jej nawet, że wiosna nadchodzi wielkimi krokami i ziemia powoli przygotowuje się do przyjęcia ziarna. Po chwili nadleciał gil, który zbliżył się bez obaw do dziewczynki i zaczął śpiewać. Mary była bardzo zdumiona śmiałym zachowaniem ptaszka, zaczęła go coraz bardziej lubić, czuła się przy nim taka szczęśliwa. Naśladując trel gila, zaczęła posuwać się w głąb ogrodu. Ptaszek podążał za nią. Mary zobaczyła nagle wykopaną przez psa dziurę w ziemi, a w niej... klucz do zamkniętego ogrodu.

„Gil wskazał drogę”

Mary wzięła klucz do ręki, obejrzała go i włożyła do kieszeni fartuszka. Nazajutrz ze swego domu rodzinnego przybyła Marta, jak zwykle miała dziewczynce wiele do powiedzenia. I znów zaczęła opowiadać o swojej rodzinie, o mamie, która bardzo się ucieszyła z powodu wizyty córki, o Dicku i jego wielkim zainteresowaniu panienką, o porannym spacerze po wrzosowiskach. Marta pochwaliła się również przed rodziną, że Mary pochodzi z Indii, a usługiwali jej Murzyni. Rodzeństwo było zachwycone. Kiedy Marta skończyła swą opowieść, wyszła z pokoju. Wróciła po chwili i wręczyła Mary prezent. Była to skakanka, kupiona przez matkę Marty u kupca za ostatnie dwa pensy. Mary nigdy nie widziała skakanki, toteż służąca musiała pokazać jej, do czego służy ów przedmiot. Mary bardzo się spodobała zabawa ze skakanką, podziękowała Marcie i wyszła na zewnątrz, by trochę poskakać. Skacząc tak, dotarła do ogrodu warzywnego, w którym pracował ogrodnik Ben, chwilę z nim porozmawiała, a następnie podążyła dalej. Dołączył do niej mały gil. Oboje, ptaszek i dziewczynka, podążali naprzód. Posuwali się tak długo, aż dotarli do otoczonego bluszczem muru. Gil siadł na murze i rozpoczął przepiękny trel. Mary zaczęła słuchać, jeszcze nigdy nie czuła się tak uszczęśliwiona. Następnie podeszła bliżej do ptaszka. Nagle zerwał się lekki wietrzyk, który odgarnął nieco liście z muru. Oczom dziewczynki ukazała się klamka do drzwi. Mary wyjęła z kieszeni klucz, obejrzała się za siebie, czy ktoś nie nadchodzi, włożyła klucz do otworu, przekręciła i drzwi się otworzyły. Dziewczynka weszła do środka. W ten sposób znalazła się w tajemniczym ogrodzie.

„Najdziwniejszy dom”

Mary ujrzała najpiękniejszy ogród, jaki kiedykolwiek mógł istnieć na świecie. Był on bardzo zaniedbany, gdyż nikt od dziesięciu lat do niego nie przychodził, a także nieco opustoszały ze względu na trwającą jeszcze porę zimową. Wyobraziła sobie jednak, jak cudownie wyglądałby na wiosnę, pełno tu było bowiem różnego rodzaju krzewów różanych. Dziewczynka przez chwilę wsłuchiwała się w panującą dokoła ciszę, pospacerowała trochę, a następnie podjęła decyzję, że będzie do ogrodu przychodzić codziennie, postara się powyrywać trawę, chwasty, posadzić kolorowe kwiaty, by przywrócić to miejsce do stanu sprzed dziesięciu lat. Pragnienia Mary odczytał również mały gil, który radośnie latał tu i ówdzie, nie opuszczając jej ani na chwilę. Dziewczynka od razu zabrała się do pracy. Kopała, plewiła chwasty i odsłaniała miejsca przy roślinkach. W ten sposób znalazła cebulkę jakiegoś kwiatu, którego nie znała. Po powrocie do domu zaczęła o to wypytywać Martę. Ta zaś odrzekła, że najmniejsze cebulki to pierwiosnki i krokusy, większe - to narcyzy, żonkile i hiacynty, największe - to lilie.

Mary zapragnęła mieć te wszystkie kwiaty w swoim ogrodzie, potrzebowała także łopatki. Marta, nie wiedząc o niczym, bardzo się dziwiła zachciankom panienki, jednak zaoferowała swą pomoc. Jej brat, Dick, zna się na kwiatach, często nawet odwiedza sklep z nasionami w Thwaite; on mógłby kupić roślinki i narzędzia. Trzeba tylko napisać do niego list z prośbą o wykonanie zadania. Tak więc Mary wystosowała pod dyktando Marty pismo do Dicka. Służąca miała oddać je natychmiast zaprzyjaźnionemu z nim chłopcu od rzeźnika. On dopiero pismo mógł przekazać właściwemu adresatowi.

Mary czuła się szczęśliwa. Na nasionka postanowiła przeznaczyć pieniądze, jakie otrzymała od wuja Cravena oraz tygodniowe kieszonkowe od pani Medlock. Była jeszcze bardziej szczęśliwa, kiedy dowiedziała się, że matka Marty postanowiła zaprosić ją do swego domu. Trzeba tylko uzyskać pozwolenie od pani Medlock. Podczas kolacji Mary znów zapytała o dziwny odgłos, dobiegający z korytarza i przypominający płacz. Marta nie chciała odpowiedzieć, wytłumaczyła się wezwaniem jej przez ochmistrzynię i wybiegła z pokoju. Mary nie mogła tego zrozumieć, pogrążona w marzeniach zasnęła wreszcie w swoim łóżku.

„Dick”

Dziewczynka codziennie przychodziła do tajemniczego ogrodu i pracowała w pocie czoła, by doprowadzić go do idealnego stanu. Dzięki temu stała się radośniejsza, rzadziej popadała w stan przygnębienia, twarzyczka się jej rozjaśniła, nabrała piękniejszych kształtów, nawet zdrowie się jej polepszyło. Po rady chodziła do ogrodnika Bena, który bardzo się dziwił, że panienka tak bardzo interesuje się ostatnio kwiatami, ich sadzeniem i rozwojem. Oboje zżyli się jednak bardziej podczas tych rozmów, Ben zaczął częściej się uśmiechać i już nie myślał źle o Mary. Przylatywał również gil, który siadał ogrodnikowi na łopacie. Któregoś dnia Ben miał już dość dociekliwych pytań Mary i odszedł do swojej pracy. Dziewczynka postanowiła natomiast poskakać trochę na skakance. W ten sposób dotarła do lasu, na skraju którego usłyszała tajemnicze dźwięki. Pobiegła w tamtym kierunku i co ujrzała: oto pod drzewem siedział chłopiec i grał na fujarce, obok niego siedziały zwierzęta: wiewiórka, bażant i dwa króliki i przysłuchiwały się melodii, wydobywającej się z instrumentu. Na widok dziewczynki chłopiec przestał grać, wstał ostrożnie, by nie spłoszyć zwierząt, podszedł bliżej i przedstawił się jako Dick. Mary czuła się na początku wobec niego onieśmielona, jednak kiedy chłopiec odrzekł, że przybył w odpowiedzi na list od Marty i przyniósł narzędzia oraz nasiona, ożywiła się nieco. Oboje usiedli na pniu drzewa i oglądali przyniesione przez Dicka roślinki, przy czym chłopiec wyjaśniał pochodzenie każdej z nich. Całej ich rozmowie przysłuchiwał się mały gil, który przyfrunął za Mary, zaczął stroszyć piórka i wyśpiewywać trele. Dick wyjaśnił dziewczynce zachowanie ptaka i podkreślił, że gil w ten sposób okazuje jej swą przyjaźń. Następnie chłopiec poprosił o pokazanie mu miejsca, w którym mają zostać posadzone nasionka. Mary początkowo się wahała, ale kiedy Dick obiecał dochować tajemnicy, wyznała mu prawdę i zaprowadziła go do niezwykłego ogrodu. Kiedy się w nim znalazł, rozejrzał się dookoła i oniemiał z wrażenia. Nigdy bowiem nie widział tak cudownego miejsca.

„Gniazdo mysikrólika”

Dick nie mógł wzroku oderwać od ogrodu. Wraz z Mary zaczął chodzić od krzewu do krzewu, od drzewa do drzewa, określał, która gałąź jest uschnięta i trzeba ją wyciąć, a która nadaje się do życia. Następnie pokazał dziewczynce, do czego użyć odpowiednich narzędzi ogrodniczych: łopatki, grabi, motyki. Oboje zabrali się z ochotą do pracy. Dick był bardzo zdumiony, że Mary już sama oplewiła niektóre rośliny, mimo iż nie miała o tym żadnego pojęcia. Obiecał jednak, że pomoże jej zaopiekować się tym cudownym miejscem. Mary poczuła się bardzo szczęśliwa. Nazwała Dicka swym przyjacielem. Chłopiec również odparł, że bardzo lubi panienkę.

Zbliżała się pora obiadu. Mary usłyszała dzwonek na podwórzu i powiedziała Dickowi, że musi wracać do domu. Chłopiec postanowił zostać dłużej w tym miejscu i popracować przy roślinach. Miał mu towarzyszyć gil. Mary jeszcze raz poprosiła Dicka o dochowanie tajemnicy. W odpowiedzi na to chłopiec przyrównał ją do mysikrólika, a ogród do jego gniazdka. To tak, jakby znalazł gniazdo owego zwierzęcia. A o tym się nigdy nikomu nie mówi. Uspokojona Mary mogła już wrócić spokojnie do domu.

„Czy mogłabym dostać kawałek ziemi?”

Mary przybiegła co tchu na obiad i od razu podzieliła się swą radością z Martą, opowiedziała, że widziała się z Dickiem i bardzo się jej spodobał. Marta była zadowolona. Po skończonym obiedzie służąca wyznała panience, że pan Craven wrócił. Spotkała się z nim jej matka, która poprosiła, by zechciał zobaczyć Mary. Pan Craven niebawem wyjeżdża do obcych krajów i pojawi się w swej posiadłości dopiero na jesieni, tak więc teraz jest najlepsza okazja, by dziewczynka mogła poznać swego wuja. Nim Marta wypowiedziała te słowa, przyszła pani Medlock, ubrana jak zwykle w swą czarną suknię i nakazała ubrać Mary w najlepszą sukienkę. Następnie zaprowadziła dziewczynkę do gabinetu pana Cravena. Mary była pod wrażeniem, kiedy zobaczyła swego wuja. Nie był on tak okrutny, jak sobie wyobrażała. Cechowały go dobroć, łagodność; jedno, co jej się nie podobało, to smutek w jego oczach. Pan Craven rozpoczął rozmowę z dziewczynką, pytał o zdrowie, sposoby spędzania czasu, chęci do nauki, samopoczucie w Misselthwaite. Mary odpowiadała twierdząco, nie chciała się jednak uczyć. Potem pan Craven zapytał o największą potrzebę dziewczynki. Mary poprosiła o jakieś miejsce w ogrodzie, do którego mogłaby przychodzić, bawić się w nim i hodować kwiaty. Pan Craven się zgodził. Pozwolił również, aby spędzała jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu, oraz by mogła spotykać się często z matką Marty, która jest dobrą i wyrozumiałą kobietą. Mary była zachwycona. Kiedy wróciła do swego pokoju, opowiedziała o wszystkim Marcie. Potem poszła do tajemniczego ogrodu, ale Dicka już tam nie zastała. Na krzaku zobaczyła tylko kawałek papieru, na którym był obrazek przypominający gniazdko z ptaszkiem, a pod nim napis: „Ja tu wrucę”. To kartka od Dicka.

„Jestem Colin”

Kiedy Marta zobaczyła obrazek, odgadła od razu, że Dick namalował mysikrólika w swym gniazdku. Mary zrozumiała wtedy, że był to ich znak rozpoznawczy (jej i Dicka). Szybko udała się na spoczynek, aby jutro zaraz z rana pobiec do ogrodu. Ale w nocy zaczął padać deszcz i Mary się martwiła, że plany wspólnej pracy z Dickiem w ich ogrodzie mogą spełznąć na niczym. Leżąc tak i rozmyślając w łóżku, usłyszała nagle płacz rozwrzeszczanego dziecka. Postanowiła zbadać, skąd dobiega odgłos. Wzięła do ręki świecę i zaczęła wędrować po pustym i ciemnym korytarzu. Wreszcie weszła do jakiegoś pokoju i ujrzała chłopca, leżącego w łóżku pośród mnóstwa haftowanych poduszek. Podeszła do niego, ale on zaczął się gniewać i złościć. Spróbowała nawiązać z nim kontakt. Mimo trudności dowiedziała się, że chłopiec ma na imię Colin i jest synem pana Cravena. Nikt, oprócz służby, nie wie o jego istnieniu, ponieważ całe życie spędził w swym pokoju, czytając różne książki i od czasu do czasu spotykając się ze swym ojcem. Ma dziesięć lat i jest kalekim chłopcem z domniema nym garbem na plecach. Nie może chodzić, jego matka zaś zmarła przy jego narodzinach. Mary była zdumiona tym odkryciem. Zaczęła jednak kojarzyć fakty, a następnie opowiedziała chłopcu o sobie oraz o tajemniczym ogrodzie, który w jakiś sposób miał związek z Colinem, bo był własnością jego matki i został zamknięty tuż po jego narodzinach. Między chłopcem a dziewczynką nawiązała się więź. Colin się rozchmurzył, zwłaszcza wtedy, gdy Mary opowiadała o owym tajemniczym miejscu. Zapragnął zobaczyć ogród. Mary obiecała, że go tam kiedyś zaprowadzi. Zaopiekuje się nim również i będą się wspólnie bawić. Mary i Colin rozmawiali tak do czasu, aż chłopiec zasnął.

„Młody radża”

Na drugi dzień Mary opowiedziała o Colinie Marcie. Służąca była zrozpaczona, ponieważ nikt nie powinien wiedzieć, że chłopiec żyje. Teraz mogą zwolnić ją ze służby. Ale Mary poczęła ją pocieszać. Przecież ona sama odkryła pokój chłopca i weszła do niego. Pocieszona tym Marta opowiedziała panience o chorobie Colina. Kiedy się urodził, pan Craven nie chciał nawet na syna spojrzeć. Pan Craven bał się, że chłopiec będzie kiedyś tak wyglądał, jak on sam, będzie szpetny i garbaty. Colin jednak rósł, choć był słabego zdrowia i przeszedł wiele ciężkich chorób. Wszyscy życzyli mu śmierci, ale on przezwyciężał choroby. Był niegrzecznym i bardzo kapryśnym chłopcem. Każdy musiał spełniać jego, czasami dość wyszukane, zachcianki.

Słuchając opowieści Marty, Mary odparła, że od dzisiaj wszystko się zmieni. Ona będzie odwiedzać chłopca, służąca stanie się pośredniczką pomiędzy nią a Colinem. Będzie go informować o godzinach odwiedzin. Następnie Mary poszła wraz z Martą do pokoju Colina. Chłopiec, widząc strach służącej z powodu odkrycia przez Mary rodzinnej tajemnicy, rozkazał, że panienka ma przychodzić do jego pokoju zawsze i nikt się temu nie może sprzeciwić, nawet pani Medlock. Po tych słowach Marta wyszła, a Mary pozostała z Colinem sam na sam. Dzieci zaczęły ze sobą wspólną rozmowę. Mary opowiedziała Colinowi o Indiach, hinduskich radżach, którzy są tak despotyczni i stanowczy, jak chłopiec uprzednio w stosunku do Marty, o tajemniczym ogrodzie, o gilu, Benie, o Dicku, który potrafi rozmawiać ze zwierzętami i ma dobry, łagodny charakter. Colin słuchał opowieści Mary z przejęciem. Dzieci przy tym śmiały się i żartowały. Nagle do pokoju weszli pani Medlock i doktor Craven. Wielkie było ich zdziwienie, kiedy zobaczyli roześmianego Colina i siedzącą przy nim Mary. Już mieli przeciwstawić się chłopcu i ukarać dziewczynkę za złe według nich postępowanie, ale Colin ich powstrzymał. Nikt nie może się mu sprzeciwić. Mary będzie go odwiedzać. Doktor zbadał chłopca i zagniewany wyszedł wraz z panią Medlock. Mary natomiast miała tego wieczoru zjeść kolację w pokoju Colina.

„Budowanie gniazdka”

Colin bardzo zaprzyjaźnił się ze swoją kuzynką Mary. Dziewczynka codziennie przychodziła do jego pokoju i prowadziła z nim rozmowy.

Któregoś dnia słońce wcześnie wstało i Mary z rana pobiegła do ogrodu. Tam zobaczyła Dicka, który już pracował, klęcząc w trawie. Obok pod drzewem znajdował się młody lisek. Przyszedł on tu za Dickiem. Nazywał się Kapitan. W ogrodzie był jeszcze nowy ptaszek - kawka. Dick nazwał ją Sadzą. Dzieci zabrały się do pracy. W międzyczasie Mary wypytywała Dicka o Colina. Dzieci obserwowały również gila, który właśnie założył rodzinę i wił sobie gniazdko. Oglądały kwiaty i rośliny rosnące w ogrodzie. Wszędzie dało się odczuć, że wiosna nadchodzi szybkimi krokami. Dick postanowił przywieźć tu na wózku Colina. Niech i on nasyci się świeżym powietrzem i zachwyci pięknem otaczającej przyrody.

„„Nie chcę” - powiedziała Mary”

Mary i Dick wiele czasu spędzali w swym ogrodzie, plewiąc chwasty i doglądając rosnących w nim kwiatów. Tego dnia Mary spóźniła się na obiad, a tuż po nim kazała powiedzieć Marcie, że nie przyjdzie zaraz do Colina, ponieważ będzie zajęta w ogrodzie. Marta się wystraszyła. Co ona powie Colinowi, przecież nikt nie może sprzeciwiać się jego rozkazom... Kiedy Mary wróciła z ogrodu, pobiegła zaraz do pokoju Colina. Chłopiec był jednak rozgniewany i nie chciał się widzieć z dziewczynką. Pomiędzy dziećmi wszczęła się kłótnia, każde broniło swoich racji: Colin - że Mary nie wykonała rozkazu i nie przyszła wcześniej do niego, Mary - że nikt jej nie będzie rozkazywać, co ma robić w danym momencie. Obserwująca całe zdarzenie za drzwiami pielęgniarka Colina nie mogła się nadziwić stanowczej postawie dziewczynki. Kiedy Mary wychodziła obrażona z pokoju, powiedziała jej, że tylko upór dziewczynki może chłopcu przywrócić zdrowie. „Cała jego choroba to histeria i humory”.

Tymczasem Mary wróciła do swego pokoju. Na stole znalazła przesyłkę od pana Cravena, w której znajdowało się kilka książek, w tym parę o ogrodnictwie z pięknymi rycinami, kilka gier, teczka do listów ze złotym monogramem, złota obsadka i kałamarzyk. Przesyłka od wuja ucieszyła ją. Już chciała się swą radością podzielić z Colinem, ale się zawahała. Po jakimś czasie postanowiła pójść do chłopca.

„Napad”

Wieczorem Mary położyła się do łóżka i rozmyślała o swoim ogrodzie, a także o tym, by nazajutrz odwiedzić Colina. Nagle usłyszała głośny krzyk dochodzący z korytarza. To Colin miał kolejny atak histerii. Już chciała pójść go powstrzymać, ale zrezygnowała z tego zamiaru. Nagle do jej pokoju wbiegła pielęgniarka, która błagalnym głosem powiedziała, by dziewczynka przyszła do Colina, bo tylko ona ma na niego jakiś wpływ. Mary natychmiast wstała i poszła za pielęgniarką. Kiedy przybyła do jego pokoju, stanowczo rozkazała Colinowi, aby się uspokoił. Chłopca ogarnął napad szału, ponieważ myślał, że właśnie rośnie mu na plecach garb, na punkcie którego miał obsesję. Mary nakrzyczała na niego, iż żadnego garba nie ma. Chłopiec się uspokoił. Mary postanowiła zostać przy nim na noc. Wysłała pielęgniarkę do łóżka, zaś sama siadła obok chłopca i zaśpiewała mu pieśni, które niegdyś śpiewała jej Ayah. Obiecała również chłopcu, że w końcu zabierze go do tajemniczego ogrodu, zapozna go z Dickiem, pokaże kwiaty, liska, kawkę i gila, który uwił sobie gniazdko. Słuchając tego, Colin zasnął.

„Nie traćmy czasu”

Ogród rozwijał się w szybkim tempie. Dick przychodził tam codziennie, a towarzyszyły mu zawsze zwierzęta: lisek Kapitan, kawka Sadza oraz konik Skoczek i dwie rude wiewiórki: Orzeszek i Łupinka. Mary lubiła się z nimi bawić. Pewnego dnia panienka opowiedziała o zwierzątkach Colinowi. Kiedy mówiła, posługiwała się gwarą jorkszyrską, której nauczył ją Dick. Colin zawsze słuchał dziewczynki z przejęciem, wdychał jej zapach, przypominający wiatr z wrzosowisk, którym, podobnie jak Dick, dziewczynka była przesiąknięta. Rozmowy z Mary poprawiały nastrój Colinowi. Nawet pani Medlock nie mogła się nadziwić, że taka mała dziewczynka potrafiła wnieść tyle radości w życie chłopca. A Colin naprawdę się zmienił, do tego stopnia, że zapragnął nawet być przyjacielem zwierząt, tak jak Dick. Mary postanowiła, że Dick odwiedzi jutro chłopca wraz ze swymi zwierzątkami. Colin o mało nie rozpłakał się ze szczęścia. Mary po raz pierwszy wyznała również chłopcu, że ów tajemniczy ogród, o którym zawsze mu opowiadała, istnieje w rzeczywistości. Ona tam była i widziała go.

„Nadeszła chwila”

Jak zwykle po ataku histerii do Colina został wezwany doktor Craven. Bardzo się zdziwił, kiedy wchodząc do pokoju zobaczył sie dzącego na łóżku, uśmiechniętego, odświętnie ubranego i ożywionego rozmową z Mary chłopca. Tym razem wizyta była krótka. Lekarz nie przepisał Colinowi również żadnego lekarstwa. Po wizycie przeprowadził rozmowę z panią Medlock, która również była zaskoczona nagłym polepszeniem się stanu zdrowia panicza.

Na drugi dzień Colin obudził się z uśmiechem na ustach, rozmyślając o ogrodzie, o którym wczoraj opowiadała mu Mary, i o dzisiejszej planowanej wizycie Dicka ze zwierzątkami. Wkrótce przybiegła do niego Mary z wiadomością o nadejściu wiosny. Otworzyła okno i dzieci zaczęły wdychać świeże powietrze. Do pokoju przyszła pielęgniarka. Obawiała się, aby niewychodzący nigdy na dwór chłopiec nie przeziębił się. Colin nic sobie jednak nie robił z uwag pielęgniarki. Czuł się szczęśliwy, przebywając z Mary. Po jakimś czasie w pokoju pojawił się Dick ze swoimi zwierzętami. Colin po raz pierwszy ujrzał Dicka i był pod wrażeniem. Bardzo spodobały się mu również zwierzątka: lisek, kawka, wiewiórki oraz małe jagniątko. To ostatnie Dick znalazł trzy dni temu na wrzosowiskach. Leżało przy nieżywej matce. Jagnię było głodne, toteż Dick wyciągnął butelkę z pokarmem i zaczął je karmić na oczach Colina. Następnie dzieci zajęły się oglądaniem rycin w książkach przyrodniczych. Dick znał prawie wszystkie pospolite nazwy kwiatów na ilustracjach, dlatego podczas oglądania wiele o nich opowiadał. Colin zapragnął zobaczyć koniecznie wszystkie te rośliny na własne oczy.

„Będę żył zawsze, zawsze, zawsze”

Pierwsze wyjście Colina na świeże powietrze było poprzedzone kilkudniową kwarantanną. Najpierw doktor Craven i pielęgniarka musieli chłopca podleczyć, ponieważ ostatnio trochę się przeziębił. Odwiedzał go wtedy Dick ze swymi zwierzętami. Kiedy Colin wrócił do zdrowia, przywołał do siebie naczelnego ogrodnika i niczym radża nakazał mu, by w dniu, w którym wyjdzie na dwór wraz z Dickiem i Mary, w parku nie było żadnego ogrodnika ani jego pomocników. Wejście do ogrodu bowiem miało być wielką tajemnicą. Colin w fotelu na kółkach, pchanym przez Dicka, spokojnie wyjechał do parku, stamtąd udał się do tajemniczego ogrodu. Po drodze Colin zachwycał się otaczającą go przyrodą. Powoli nabierał chęci do życia. Jeszcze większy podziw dla natury okazał, gdy wraz z Mary i Dickiem przekroczył próg ogrodu, o którym słyszał tak wiele z opowieści swojej kuzynki.

„Ben Weatherstaff”

Dzień był piękny, dzieci nie mogły oderwać wzroku od kwitnących cudnie drzew, kwiatów i krzewów różanych. Mary i Dick ustawili fotel z Colinem pod drzewem śliwkowym, które „białe było od kwiecia i pełne brzęczenia pszczółek”. Siedząc tak i wsłuchując się w dźwięk fujarki Dicka, panicz zauważył koło siebie stare spróchniałe drzewo, na którym widoczny był ślad złamanej gałęzi. Mary i Dick od razu przywołali w swej pamięci zdarzenie sprzed dziesięciu lat (ciężki wypadek pani Craven w ogrodzie). Aby nie zrobić Colinowi przykrości i nie poruszać tego tematu, dzieci zaczęły kierować uwagę Colina na inne zjawiska przyrody. Poskutkowało. Dzieci postanowiły zjeść podwieczorek w ogrodzie. Mary i Dick pobiegli do domu po obrus i prowiant. Tak oto mile mijał im czas. Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi i dzieci zamierzały wracać do domu, nagle dał się słyszeć donośny okrzyk. To Ben stał na drabinie opartej o przeciwną stronę muru i ganił Mary za to, że znalazła się w ogrodzie, do którego wstęp był zakazany. Mary próbowała się bronić, ale Ben bardzo się gniewał. Pomógł dziewczynce dopiero Colin. Ben poznał w nim dziedzica z Misselthwaite. Oznajmił, że wśród ludzi krążą plotki, że panicz jest garbaty i kulawy. Colin nie mógł się pogodzić z tym, że tak o nim myślą. Ku wielkiemu zaskoczeniu wszystkich obecnych wstał szybko z fotela, stanął prosto i zrobił kilka kroków; pomógł mu w tym trochę Dick. Ben był pod wrażeniem, widząc Colina zdrowego i zapraszającego go do ogrodu. Zszedł więc z drabiny i zniknął za murem.

„O zachodzie słońca”

Mary pobiegła po Bena, Colin zaś z pomocą Dicka podszedł do drzewa i oparł się o nie. W takim stanie ogrodnik zastał panicza. Ben nie mógł opanować wzruszenia, widząc chłopca zdrowym. A stało się to właśnie za sprawą owego tajemniczego ogrodu, który niegdyś należał do jego matki. Mimo że od czasu jej śmierci nikt nie mógł przychodzić do tego miejsca, ogrodnik często się tu zakradał, wchodząc przez mur po drabinie i opiekując się różami. Dwa lata temu zaczął mu dokuczać reumatyzm, tak więc od tego czasu przestał chodzić do ogrodu.

Rozglądając się dookoła, Ben nie mógł się nadziwić, że miejsce, którego od dwóch lat nie odwiedzał, znów zaczęło tętnić życiem. A stało się tak za sprawą Mary i Dicka, którzy włożyli wiele pracy i wysiłku w przywróceniu ogrodowi jego wspaniałego wyglądu. Ben pobiegł zaraz do oranżerii i przyniósł różę w doniczce. Miał ją zasadzić w ogrodzie Colin, na pamiątkę pierwszej wizyty w ulubionym ogro dzie swej matki. Słońce schowało się za horyzont. Róża została zasadzona. O istnieniu tajemniczego ogrodu wiedziały tylko cztery osoby: Mary, Dick, Colin i Ben.

„Czary”

Dzieci wróciły późno do domu. Na Colina czekał już doktor Craven, który martwił się, że zbyt długie przebywanie na świeżym powietrzu może źle wpłynąć na zdrowie chłopca. Panicz był jednak odmiennego zdania i uparł się, że na dwór będzie wychodził bardzo często.

I tak się stało. Colin codziennie jeździł w swym fotelu na kółkach z Dickiem i Mary do tajemniczego ogrodu. Obserwował tam wszystko: rozwijające się pączki kwiatów, biegające tu i ówdzie i zajęte swą pracą różne owady, budującego sobie mieszkanie kreta. Jakże to było cudowne. Colin miał wrażenie, że ma do czynienia z czarami. W ogóle całe jego obecne życie to czary. Pewnego razu wezwał do siebie ogrodnika Bena, Dicka i Mary, oznajmiając, że kiedy dorośnie, zostanie badaczem naukowym. Teraz chciałby rozpocząć od doświadczenia opartego na czarach. Siedział więc i przez dłuższy czas powtarzał słowa, że czary są w nim. Powtarzanie to znużyło Dicka, Mary, a zwłaszcza ogrodnika. Colin więc pozwolił Benowi powrócić do swoich zajęć. Ogrodnik powiedział jednak, że nigdzie nie pójdzie dopóty, dopóki Colin sam nie przejdzie na własnych nogach wokół ogrodu. Chłopiec powolutku, przysiadając co chwilę na ławeczkach w altanach, wypełnił polecenie ogrodnika. Po tym ciężkim dla niego wyczynie poczuł się bardzo szczęśliwy, ogrodnik także.

„Niech się śmieją”

Oprócz pracy w tajemniczym ogrodzie Dick uprawiał także warzywa dla matki obok domku na wrzosowisku. Chłopiec lubił to zajęcie. Często przychodziła do niego matka, by z nim pogawędzić. Dick opowiadał jej wtedy, co dzieje się w posiadłości Misselthwaite, o tajemniczym ogrodzie, mówił o Mary i Colinie, którzy spędzają całe dnie ze sobą, bawiąc się, śmiejąc, rozprawiał o postępach panicza w chodzeniu o własnych siłach. Pani Sowerby cieszyła się bardzo z tego powodu, obiecała nawet, że upiecze dla dzieci bułeczki i przyśle je razem z mlekiem.

Poprawę nastrojów panienki, a zwłaszcza panicza zauważali również pani Medlock i doktor Craven. Nadziwić się nie mogli, że dzieci nieco przytyły i stały się ładniejsze. Doktor chciał nawet napisać list do pana Cravena, aby go powiadomić o postępach jego syna, ale Colin na to nie pozwolił.

Colin codziennie z Mary w ogrodzie ćwiczył chodzenie. Przychodził tam również Dick, który przynosił smakołyki przyrządzone przez matkę. Dzieci zjadały je z apetytem. Aby zachęcić Colina do ćwiczeń, Dick opowiadał mu o pewnym atlecie, Bobie Haworth, którego spotkał raz koło oberży, idąc do Thwaite załatwić sprawy matki. Sportowiec osiągnął sukces tylko dzięki intensywnym ćwiczeniom i własnemu uporowi. Colin musi również postępować w ten sposób, by stanąć na nogach o własnych siłach. Chłopiec słuchał tych uwag z przejęciem i wykonywał wszystkie ćwiczenia, jakich Bob nauczył Dicka. Tak oto Colin poczynił wyraźne postępy.

„Zasłona”

Z dnia na dzień tajemniczy ogród stawał się coraz piękniejszy. Dzieci spędzały w nim jak najwięcej czasu. Lubiły przyglądać się rozwijającym się krzewom i kwiatom, z zaciekawieniem obserwowały gniazdo gila, który z niecierpliwością oczekiwał na wyklucie się z jaj młodych piskląt. Także gil spoglądał z góry na Mary, Dicka i Colina. Szczególną uwagę zwracał jednak na panicza, który przychodził codziennie do ogrodu, aby poćwiczyć mięśnie i móc poruszać się o własnych siłach. Colin coraz lepiej chodził.

Kiedy przychodziły słotne dni, dzieci zostawały w domu. Ale i tutaj się nie nudziły, zawsze znajdując sobie jakieś zajęcie. Któregoś deszczowego dnia Mary zabrała Colina na obchód pokoi, ciągnących się wzdłuż wielkiego korytarza. Było ich aż sto, każdy krył w sobie własną tajemnicę, taką, jaką okryte były wszystkie miejsca w posiadłości Misselthwaite. Colin jechał, pchany przez Mary na swoim fotelu, i oglądał mijane przez siebie obrazy i portrety przodków, odsłonił nawet portret swej matki. Przy okazji dzieci snuły refleksje na temat przeszłości własnej rodziny.

„To matka”

Colin bardzo lubił podczas pracy w ogrodzie prowadzić wykłady o czarach. W przyszłości pragnął zostać naukowcem, tak więc jego krótkie przemówienia miały być wstępem do późniejszych publicznych wystąpień. Praca w ogrodzie spowodowała również, że Colin miał coraz lepszy apetyt, przybrał na wadze i stawał się ładnym oraz coraz bardziej sprawnym fizycznie chłopcem. Ogrodnik Ben nie krył wzruszenia na ten widok. Pewnego dnia, kiedy Dick wraz z Mary i Colinem śpiewali z szacunkiem pieśń: „Chwalcie Boga, który nam zsyła wszelkie dobrodziejstwa”, rozpłakał się z radości, że panicz nie jest już kaleką. Śpiew dzieci słyszała również matka Dicka, pani Sowerby, która weszła niepostrzeżenie do ogrodu przez ukrytą w blusz czu furtkę. Dick pobiegł ku matce, za nim poszli Colin i Mary. Panicz był zadowolony, że mógł poznać kobietę, o której dobroci tak wiele mu opowiadano. Następnie dzieci pokazały pani Sowerby swój ogród, opowiedziały o gilu, o pierwszej próbie latania jego piskląt. Matka Dicka cieszyła się bardzo, razem z nią radowali się Colin, Mary i Dick. Colin nawet odważył się zapytać, czy pani Sowerby wierzy w czary. Ona natomiast odpowiedziała, że piękno, jakie uwidocznione zostało w każdej części tego ogrodu, należy do Boga. On jest Stwórcą Świata i Dawcą życia, silna wola i upór dzieci, które pracowały, by nadać piękno temu miejscu, pozwoliły zrealizować plany Boga. Dzięki Niemu właśnie w świecie dzieją się owe „czary”.

Wypowiedź pani Sowerby bardzo poruszyła Colina. Ku zaskoczeniu obecnych popatrzył na nią z miłością, chwycił za fałdy sukni i wyraził pragnienie, by mama Dicka została również jego matką. Pani Sowerby przytuliła chłopca do siebie i powiedziała, iż jego zmarła mama jest stale obecna w tym ogrodzie i czuwa nad synem. Tymczasem niedługo ma przyjechać pan Craven, który zajmie się chłopcem. Ona nie zastąpi mu prawdziwych rodziców.

„W ogrodzie”

Podczas gdy Mary i Colin prawie całe dnie spędzali w tajemniczym ogrodzie, pan Craven odbywał podróż po wielu zakątkach Europy. Częste wyjazdy były dla niego ucieczką od Misselthwaite Manor, chwilowym zapomnieniem ciążących nań myśli o zmarłej żonie i niekochanym synu. Podczas tej podróży miał jednak różne zmienne myśli, uczucia. Zwykle wybierał miejsca ustronne, zaciszne, w których mógł kontemplować piękno otaczającej go natury. Odwiedził m.in. Szwajcarię, góry, cudną dolinę w austriackim Tyrolu, a pod koniec lata jezioro Como. I właśnie nad jeziorem nastąpiła kulminacja jego uczuć. Przyśnił mu się sen, w którym zmarła żona wołała go do swojego ogrodu. Kiedy wrócił do wynajętej przez siebie willi, otrzymał dodatkowo list od pani Sowerby z prośbą o szybki powrót. Pan Craven niezwłocznie opuścił miejsce nad jeziorem i udał się najpierw na wrzosowiska, do domu matki Dicka. Tam jej jednak nie zastał, była natomiast liczna gromadka dzieci, które obdarzył skromną sumą pieniędzy do podziału. Następnie pan Craven udał się do swej posiadłości. Już przed wejściem czekała na niego służba, a pani Medlock poinformowała, że jego syn zmienił się nie do poznania, teraz bawi się w ogrodzie. Pan Craven natychmiast skierował swe kroki we wskazane miejsce. Wielkie było jego zdziwienie, kiedy nagle przez furtkę z tajemniczego ogrodu wybiegł Colin, sam, o własnych siłach. Za nim pojawiła się Mary. Dzieci zaprowadziły pana Cravena do tajemniczego ogrodu. I tutaj ojca Colina ogarnęło wzruszenie, nie mógl się napatrzeć na ów piękny widok. Również służba, która dotychczas nic nie wiedziała o postępach Colina w chodzeniu, nie kryła zaskoczenia, kiedy spostrzegła, że pan Craven wraz z synem śmiałym krokiem zmierzają razem do domu.

Lista działów - Język polski

Lista działów - Język polski

Ten portal korzysta z plików cookies w celu umożliwienia pełnego korzystania z funkcjonalności serwisu, dopasowania reklam oraz zbierania anonimowych statystyk. Obsługę cookies możesz wyłączyć w ustawieniach Twojej przeglądarki internetowej. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z ustawieniami przeglądarki.

Zamknij